Zegarmistrz światła

Zgłoszenie do artykułu: Zegarmistrz światła

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” mieszczący się w Krakowie, przy ul. Krakusa 7, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2015 r. poz. 2135 z późn. zm.), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.

Tytuł:

Zegarmistrz światła

Autor słów:

Chorążuk, Bogdan

Autor muzyki:

Woźniak, Tadeusz

Data powstania:

1972

Informacje

Z niemałym zdumieniem zauważyłem, że w Internecie funkcjonuje grupa osób święcie przekonanych, że „Zegarmistrz” pochodzi z repertuaru Marka Grechuty. Otóż Drodzy Młodzi (?) Internauci, przyjmijcie do wiadomości, że twórcą tego dzieła i niedościgłym jego interpretatorem jest Tadeusz Woźniak. Piszę „dzieła” choć początkowo miał to być muzyczny „prztyczek” dwuzwrotkowa część większej całości. Naprawdę. A było tak:

Tadeusz Woźniak był wrażliwym młodzieńcem. Po burzliwej karierze solisty zespołu Dzikusy, porzucił big beat i poświęcił się poezji. Na ogół śpiewał teksty Wielkich. Tuwim, Puszkin_Aleksandr_Siergiejewicz, ze współczesnych, świetnie współpracowało mu się z Jerzym Juliuszem Emirem. Najbardziej znanym efektem tej współpracy jest piosenka „Wierzę w człowieka”. Poeta tak bardzo wierzył, że któregoś dnia przybył na spotkanie w towarzystwie kolegi. Kolega miał koło trzydziestu pięciu lat, wyglądem przypominał urzędnika, ale miał za sobą doświadczenia literacko-poetyckie i jak się okazało chciał „podjąć współpracę”.

Miałem zaufanie do Jurka, opowiada Tadeusz Woźniak więc się zgodziłem pomóc. Miałem pomysł na muzykę zagrałem melodię, napisałem „rybę” i mówię „proszę spróbować”. Następnego dnia wydarzyła się rzecz niesłychana. Facet przyniósł mi do tej jednej melodii dziesięć różnych tekstów. Były tak dobre, że większość z nich wykorzystałem później w różnych sytuacjach. Wybrałem wiersz zatytułowany „Z dobrych przeczuć” i taki był początek mojej współpracy z Bogdanem Chorążukiem.

Okazało się, że poeta ma pełne szuflady wierszy. Zaczęło się ich przeglądanie, penetrowanie, wyciąganie co smaczniejszych, przymierzanie do muzyki. Nastąpił czarowny okres poznawania wzajemnych możliwości, zaprzyjaźniania się, dostrajania. Owocem tej pracy były między innymi piosenki „Mój czas” i „Z pragnienia w pragnienie”. Obydwie dotykały spraw czasu i jak mówi kompozytor: obydwie napisane były w duchu takim trochę heroicznym i aż się prosiły, żeby je jakoś domknąć, spuentować, żeby powstał taki tryptyk o czasie. Złożyłem zamówienie u Bogdana, prosząc go wszakże o coś bardziej serio i „po ludzku”. Po kilku dniach przyniósł mi dwie zwrotki „Zegarmistrza”. Spodobały mi się wyrazistość tekstu, niecodzienna metaforyka. Dobre i mocne zakończenie tryptyku.

To miał być w zasadzie krótki epilog, wykonywany kameralnie z towarzyszeniem gitary. I nie wiadomo czy tak by nie pozostało, gdyby w całej tej historii nie pojawił się Henryk Wojciechowski. Kompozytor („Tango zalotne – przeleć mnie”), muzyk, aranżer, wtedy kierownik muzyczny zespołu Alibabki. Pojawił się w ten sposób, że państwo (Woźniak, Alibabki i zespół Wojciechowskiego) dużo razem koncertowali. Wspólne trasy, podróże, rozmowy. W każdym razie Henryk Wojciechowski okazał się wizjonerem. „Szkoda tego na dwuzwrotkową balladę”, pomyślał. „To jest materiał na coś większego”. Przekonał do pomysłu artystę, zespół, zaaranżował całość z rozmachem i oto powstało coś w rodzaju mini-oratorium. To był na szczęście czas, kiedy można było jeszcze zatrudnić duży „aparat wykonawczy”. Tak więc można było zaangażować dużą orkiestrę z rozbudowaną sekcją instrumentów dętych i nadać utworowi wręcz patetyczną oprawę. No i brawurowo brzmiące Alibabki.

Piosenka dotyczy z całą pewnością śmierci, ale autor unika tonacji kiru. Tu pojawiają się purpura, błękit, tu ostatnie drgnienia życia to „gasnące podłogi i powietrza”. Piękny, malarski, poetycki tekst o odchodzeniu. Tylko czy aby na pewno? Autor, żeby ostatecznie zabełtać w głowach, udzielił wywiadu w którym odnajdujemy taki fragment: Dopiero, gdy spotkałem zegarmistrza, który zainspirował mnie do napisania słów piosenki, a ta odniosła niesłychany sukces, postanowiłem eksperymentować również w lżejszych formach poezji.

O co chodzi? To zapewne przewrotność artysty, albo jakiś incydent z życia, w którym poeta odczuł, że spotyka Niebiańskiego Zegarmistrza, a epizod ten skłonił go do napisania takiego tekstu. Tego typu rozważania pojawiły się natychmiast po wielkim opolskim sukcesie „Zegarmistrza” w 1972 r. Co by jednak nie mówić, zgodnie z zamówieniem Tadeusza Woźniaka powstał tekst serio, a że nie do końca „po ludzku”. No cóż takie są prawa poetów[3].

Bibliografia

1. Wolański, Ryszard.

2. Czterdzieści lat minęło.... Cz. 3, s. 7.

3. Halber, Adam.
Zegarmistrz światła, „Angora” nr 44/2009, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2009.

4. http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 44/2009.