Andrzej Panufnik wybrał wolność

Zgłoszenie do artykułu: Andrzej Panufnik wybrał wolność

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Los to taka żmija, jednych bardziej tyka,

drugim trochę sprzyja, jak u Panufnika.

Nawet order od Bieruta nie uchroni

przed oskarżeniami o formalizm.

Nie pomogła również muzyka dla wojska

do propagandowych filmów.

Nawet jako wiceprezes ZKP,

też jestem trefny dla tej władzy.

Za „Warszawskie dzieci”, za kolegę Witka,

w getcie grałem z nim za kasę.

Gdy wróciłem do Warszawy po powstaniu,

nie znalazłem swych partytur w domu.

Nie spłonęły razem z całym miastem,

tylko ktoś napalił nimi w piecu.

Z dymem poszły płyty z głosem Starzyńskiego

i lutniczy warsztat taty.

Na co jednak pamięć świeża,

więc co nieco odtworzyłem z głowy.

Los to taka żmija, jednych bardziej tyka,

drugim trochę sprzyja, jak u Panufnika.

Dla tresury swojej zgnoją lub nagrodzą

nie wiadomo jak i kiedy.

Na zachętę puszczą do Szostakowicza

i Berliner Philharmoniker.

Tam z Chaczaturianem przy wódce

chlapnąłem coś za dużo o swych planach.

Wnet dostałem prikaz, żeby grzecznie pisać

do słów Iwaszkiewicza.

Znów mnie polubili i do Chin posłali,

do samego sekretarza Mao.

Ja tam w Chinach, a tu żona z epilepsją

przy ataku topi córkę w wannie.

Próżnia w głowie, a już jest zadanie nowe.

Mam w Londynie agitować.

Nawet nie zdążyłem szepnąć o ucieczce,

a już mam na stałe ogon.

Los to taka żmija, jednych bardziej tyka,

drugim trochę sprzyja, jak u Panufnika.

Lecz Polak potrafi. Nie upilnowali

dyrygenta Panufnika.

Z filharmonii po koncercie tylnym wyjściem,

lot z Zurychu do Londynu.

Ale była jatka! W kraju zamieszanie,

międzynarodowy skandal.

Wielki kompozytor zniknął z radia, prasy.

Wstecznie poprawiono zdjęcia.

Żona mimo epilepsji poszła w tango.

Jestem singiel na wygnaniu.

Nic nie myśleć teraz, liczy się ta chwila,

komponować, komponować.

Będzie tak jak będzie, robię to, co umiem.

Tyle ładnych jest Angielek.

Będzie tak jak będzie, robię to, co umiem.

Tyle ładnych jest Angielek.

Los to taka żmija, jednych bardziej tyka,

drugim trochę sprzyja, jak u Panufnika.[1]

Bibliografia

1. 

Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki”
Płyta: Elektryczne Gitary, Czasowniki, MTJ 2016 (sygn. F4135/CD).