Góralska opowieść

Zgłoszenie do artykułu: Góralska opowieść

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

Kiedy góral umiera to góry z żalu sine

pochylają nad nim głowy jak nad własnym synem

las w oddali szumi mu odwieczną pieśń bukową,

a on długo sposobi się przed najdalszą drogą.

Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze

siedzi, czeka aż kostucha w okno zakołacze

oczy jeszcze raz podniesie wysoko do nieba

by pożegnać góry swoje, by im coś zaśpiewać.

Góry moje, wierchy moje otwórzcie swe ramiona

niech na miękkim z mchu posłaniu

cichuteńko skonam

ojcze mój, halny wietrze, powiej ku północy

ciepłą drżącą swoją ręką

zamknij zgasłe oczy

bym mógł w ziemię wrosnąć

strzelić potem do słońca smreczyną

i na zawsze szumieć już

nad moją dziedziną.

Kiedy góral umiera to dzwony mu nie grają

cicho wspina się pod bramy góralskiego rogu

Tylko strumień na kamieniach żałobną nutę składa

tylko nocka chmurnooka górom opowiada.

A gdy góral już umrze nikt nie układa baśni

tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie

Ziemia twardą, szorstką ręką tuli go do siebie

By na zawsze mógł już zostać pod góralskim niebem.[1]

Wariant 2

Strzałka

kiedy góral umiera

to góry z żalu sine

pochylają nad nim głowy

jak nad swoim synem

las w oddali szumi mu

odwieczną pieśń bukową

a on długo sposobi się

przed najdalszą drogą

kiedy góral umiera

to nikt nie układa baśni

tylko w niebie roziskrzonym

mała gwiazdka gaśnie

głowę jeszcze raz uniesie

do góry do nieba

by pożegnać góry swe

by im coś zaśpiewać

góry moje wierchy moje

otwórzcie swe ramiona

niech na miękkim z mchu posłaniu

cichuteńko skonam

ojcze mój halny wietrze

powiej ku północy

ciepłą drżącą swoją ręką

zamknij zgasłe oczy

kiedy góral umiera

to nikt nad nim nie płacze

siedzi czeka aż kostucha

W okno zakołacze

ziemia twardą szorstką ręką

tuli go do siebie

by na zawsze zostać mógł

pod góralskim niebem

góry moje wierchy moje

otwórzcie swe ramiona

niech na miękkim z mchu posłaniu

cichuteńko skonam

ojcze mój halny wietrze

powiej ku północy

ciepłą drżącą swoją ręką

zamknij zgasłe oczy

bym mógł w ziemię wrosnąć

strzelić potem do słońca smreczyną

i na zawsze szumieć już

nad swoją dziedziną[3][2]

Bibliografia

1. 

Hej w góry, w góry: piosenki o górach i włóczędze: śpiewnik studencki, Wrocław, 1991, s. 43, 44.
Publikacja nie zawiera informacji na temat autora tekstu i muzyki utworu.

2. 

http://www.harlem.type.pl/
Oficjalna strona internetowa zespołu Harlem [odczyt: 26.11.2009].