Panienka z magazynu

Zgłoszenie do artykułu: Panienka z magazynu

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Miała jasne włoski,

Lic Madonny boski

Uśmiech, co tak dziwnie

Onieśmielał mnie.

Jako z mórz roztoczy

Szafirowe oczy

I usteczka rozchylone

Jak we śnie.

Była z biednych sfer i

W męskiej galanterii

Pracowała co dzień

Aż po wieczór sam

W magazynie mody

Była dla osłody

Imć klientów, których

Witryn znęcił kram

Kras przepychem przyciągała panów krąg,

Co tak chętnie z jej maleńkich brali rąk:

Desous męskich wybór bogaty,

W deseniach najnowszych krawaty,

Mankiety tak lśniące jak słońce,

Perfumy i mydła pachnące.

Pyjamy, podwiązki i buty,

Chusteczek jedwabnych stos suty,

Co tylko mieć kazał bonton,

To dłonią dawała swą.

Gdym raz skroś wystawę

Ujrzał ją jak zjawę,

Co się ukazała

W złotych włosków mgle.

Na kształt słupa soli

Stałem i powoli

Jąłem wzrokiem dziurę wiercić

W witryn szkle.

Krwi me ciało war jadł

Jak szaleniec, warjat

Sklepu z galanterią

Przeskakuję próg

I o zwykłą spinkę

Proszę mą dziewczynkę

Myśląc w duchu:

Gdybym z nią się poznać mógł.

A gdybym dostał to z jej rączek po com wszedł,

Zakupiłem cały sklep, od A do Z:

Desous męskich wybór bogaty,

W deseniach najnowszych krawaty,

Mankiety tak lśniące jak słońce,

Perfumy i mydła pachnące.

Pyjamy, podwiązki i buty,

Chusteczek jedwabnych stos suty,

Co tylko mieć kazał bonton,

To dłonią dawała swą.

Odtąd jak pochodnia

Tak płonąłem co dnia,

Gdym odwiedzał dziewczę

W magazynie mód.

Brałem z drobnej rączki

Paski, szpilki, sprzączki,

Choć na prawdę w domu

Tego miałem w bród.

Wreszcie raz wieczorem

Z sercem na wpół chorem

Przystąpiłem do niej

Gdy do domu szła:

Niechaj tajń mej pieśni

Dziś się ucieleśni

Wnijdź w komnaty pazia twego,

Cudna ma!

Choć z początku dość stanowczo rzekła: „Nie!”

W końcu szczęścia cudem obdarzyła mnie.

Jak było, to nie wiem, dość na tem

Że była mej szyi krawatem.

Jak gors śnieżnobiały, jak słońce,

Tak lśniło jej ciało pachnące.

Precz sprzączki, podwiązki i buty,

Chusteczek jedwabnych stos suty,

Ach, co mi tam szyk i bonton...

Jam posiadł, jam posiadł ją![1]