Zgłoszenie do artykułu: Strój

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Miała w sadzie strój bogaty, malowany w różne światy

Że gdy w nim się zapodziała, nie wędrując – wędrowała

Strój koloru murawego, a odcienia złocistego

Murawego – dla murawy, złocistego – dla zabawy

Zbiegło się na te dziwy aż stu płanetników

Otoczyli ją kołem, nie szczędząc okrzyków

Podawali ją sobie z rąk do rąk, jak czarę:

„Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare!”

Podawali ją sobie z ust do ust na zmiany:

„Słodko wargą potłoczyć taki krzew różany!”

Porywali ją naraz w stu pieszczot zawieję:

„Dziej się w tobie to samo, co i w nas się dzieje!”

Dwojgiem piersi ust głodnych karmiła secinę:

„Nikt tak słodko nie ginął, jak ja teraz ginę!”

Szła pieszczota koleją, dreszcz się z dreszczem mijał

Nim jeden wypił do dna – już drugi nadpijał

Kto oddawał – dech chwytał, a kto brał – dech tracił

A kto czekał za długo – rozumem przypłacił!

Sad oszalał i stał się nie znany nikomu

Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wracała do domu

Miała w oczach ich zamęt, w piersi – ich oddechy

I płonęła na twarzy od cudzej uciechy!

„Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył?”

„Ach, to strzelec – postrzelec w polu mnie ogłuszył!”

„Co za dreszcz twoim ciałem tak żarliwie miota?”

„Śniła mi się w śródlesiu burza i pieszczota!”

Mać ją, płacząc, wyklęła – ojciec precz wyrzucił

Siostra łokciem skarciła, a brat się odwrócił

A kochanek za progiem z pierścieni ograbił

I nie było nikogo, kto by jej nie zabił

I nie było nikogo, kto by nie był dumny

Że ją przeżył, gdy poszła wraz z hańbą do trumny

Tylko Bóg jej nie zdradził i ślepo w nią wierzył

I przez łzy się uśmiechał, że ją w niebie przeżył

„Ty musisz dla mnie polec na śmierci wezgłowiu

A ja muszę dla ciebie trwać na pogotowiu!

Ty pójdziesz tą doliną, gdzie ustaje łkanie

A ja pójdę tą górą na twoje spotkanie

Ty opatrzysz me rany, ja twych pieszczot ciernie

I będziem odtąd w siebie wierzyli bezmiernie!”

Miała w sadzie strój bogaty, malowany w różne światy

Że gdy w nim się zapodziała, nie wędrując – wędrowała

Strój koloru murawego, a odcienia złocistego

Murawego – dla murawy, złocistego – dla zabawy[1]

Bibliografia

1. 

http://magdaumer.pl/home/spiewnik/stroj/
Oficjalna strona Magdy Umer [odczyt: 19.04.2023].