Wampir z Bytomia

Zgłoszenie do artykułu: Wampir z Bytomia

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Moje niespełnienie groźne dla każdego

Społeczeństwo ma miejsce też na kogoś takiego

Obserwuję tą ulicę ósmy dzień kolejny

I ciebie, gdy wieczorem powracasz tędy

Zawsze idziesz lewą stroną ulicy

Zawsze w tej samej czapce i spódnicy

Gdy tak patrzę na ciebie, to drżą mi ręce

Które potem składam Bogu w podzięce

Gdy przechodzisz pod latarnią naprzeciw sklepu

To czasem mi cieknie ślina strużką z ust boku

Wtedy ją wycieram nerwowo i szybko

Lewą ręką z czarną rękawiczką

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

„Zemsta jest moja” - mówi Pan

Ja do swych czynów tego wcale nie dokładam

Więc czemu to robię, czasem pytam się sam

„Robię i koniec” - sam sobie odpowiadam

A ty idziesz powoli, jak ruchoma skała

I tak patrzę, że jakbyś wcale się nie bała

Zaczynam cię podziwiać, gdy patrzę w twoją stronę

Taka odwaga, gdy dni twe policzone

Znam twoją drogę dobrze, nawet za dobrze

Na pamięć każdy ruch twój. Wiele spojrzeń

Poświęciłem, by cię zgnębić, abyś szans nie miała

Gdy cię dopadnę i gdy będziesz umierała

Jeszcze mnie nie znasz, a już nie masz żadnych szans

Żadna mi nie zbiegła, gdy wpadłem w trans

Gdy zaczynam to robić, to się nie kontroluję

Potem po godzinie znowu coś czuję

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Zawsze idziesz lewą stroną ulicy

I tak zawsze w tej samej czapce i spódnicy

Gdy patrzę na ciebie, to drżą mi ręce

Które potem składam Bogu w podzięce

Gdy przechodzisz pod latarnią naprzeciw sklepu

To czasem mi cieknie ślina strużką z ust boku

I potem ją wycieram nerwowo i szybko

Lewą ręką z czarną rękawiczką

Jest zimno, to wiemy oboje

Gdy mróz zmroził wodę, ja jednego się boję

Gdy tak idziesz wieczorem, możesz się poślizgnąć

Coś stanie się, gdy zdarzy ci się potknąć

A ja chcę ciebie zdrowej, doskonałej

Wiesz, że myślę o tobie ten czas cały

Z ust dymi mi para, z nosa wisi kropla

Tu stoję i stać będę aż do twego końca

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Jesteś na widoku

Mam cię na oku

Nie unikniesz wydanego wyroku

Jutro znowu tu będę, znów cię zobaczę

I tak codziennie, wreszcie drogę twą ukrócę

Szkoda wielka, że poznać bliżej mnie nie możesz

Nie jestem taki potwór, jak mówią o mnie

Zastanawiam się czasem, jakby razem nam było

Szczęśliwie czy nieszczęśliwie by się razem nam żyło

Jesteś dla mnie kimś wielkim, kimś, kogo podziwiam

Dlatego nie pozwolę, by cię profanował inny

Znam twoją drogę dobrze, nawet za dobrze

Na każdy pamięć ruch twój. Wiele spojrzeń

Poświęciłem, by cię zgnębić, abyś szans nie miała

Gdy cię dopadnę i gdy będziesz umierała

Jeszcze mnie nie znasz, a już nie masz żadnych szans

Żadna mi nie zbiegła, gdy wpadłem w transsssss...[1]

Bibliografia

1. 

http://www.kazik.pl/pl/dyskografia/utwor/177.html
Oficjalna strona internetowa Kazika [odczyt: 24.01.2012].