Z Domu Dziurdziulewiczówna

Zgłoszenie do artykułu: Z Domu Dziurdziulewiczówna

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Dumna mojem pochodzeniem

Nie ustąpię też nikomu,

Edukacyą i znaczeniem,

Oraz kolligacją domu,

Nie lepsza pewnie odemnię

Choćby i Radziwiłłówna.

Jestem, proszę nie kpić ze mnie,

Z Domu Dziurdziulewiczówna!

Od dzieciństwa nie przywykła,

Do żadnej zgoła roboty,

Jak to moda Niemkom zwykła,

Ale strzegłam mojej cnoty.

I usiłowaniem całem,

Mojej głowy myślą główną,

Było zostać duszą, ciałem,

Prawą Dziurdziulewiczówną!

Tatko mój był niesłychanie,

Mądry, i niekoniec na tem,

Bo raz dał takie śniadanie,

Że aż został Deputatem.

Mówił do mnie: to rzecz mała.

Nie dość być deputatówną,

Trzeba, żebyś ton swój miała

Jesteś Dziurdziulewiczówna!

A za tatkiem, moja Mama

Co mię też bardzo pieściła.

Jak była rozumna sama,

Tak mnie też i wyuczyła:

Żem szlachcianką dawnej daty.

Księżnom i Grafiankom równą,

Ze król Popiel był żonaty

Z jakąś Dziurdziulewiczówną!

Miałam lokajczuka Jana

Wziętego prosto od sochy,

I panneczkę co mnie zrana

Kładła na nogi pończochy:

A i guwernantkę miałam.

Razem z panną Marszałkówną

Ale uczyć się nie chciałam.

Będąc Dziurdziulewiczówną!

Umiem jednak, proszę spytać.

Rzeczy nietrudne pojęciu.

Wcale nieźle pisać, czytać,

I rachować do dziesięciu;

Nie wiele mi w głowę wpadło.

Ale mnie to wszystko równo.

Mogę być głupią jak sadło.

Będąc Dziurdziulewiczówną!

Po francuzku sobie mówię

Tak jak i największe panie,

I choć z kim to się rozmówię.

I zagram na fortepianie

Byłam panną nie milczącą,

Jestem mężatką wymówną.

A zawsze swój takt mającą,

Słowem Dziurdziulewiczówną!

Co roku na imieniny

Albo jakie wielkie święta.

Bal u ciocieczki Balbiny,

Albo wuja Prezydenta.

To bywało na nich żadna,

W tańcu już mnie nie wyrówna.

Tylko słychać, jakaż ładna

Dzisiaj Dziurdziulewiczówna!

Taka piękna parentela.

Wszystko, gdyby szczury w mące,

I posąg nie bagatela,

Bo blizko cztery tysiące.

To też sąsiad za sąsiadem.

Jak te wyżły wszystko równo.

Lecą wietrząc tylko śladem

Za tą Dziurdziulewiczówną!

Popatrzawszy w lewo w prawo.

Wybrałam sobie jednego,

Kawalera z dobra, sławą.

A przytem i nie biednego;

Żadnych fochów ze mną nie ma.

Bo u mnie to rzecz jest główna.

Męża za łeb zawsze trzyma

Każda Dziurdziulewiczówna!

Żyjem z sobą już rok szósty.

Jest sens w domu i dostatek.

Mój Jgnacy zdrów i tłusty.

Mamy już pięcioro dziatek;

Po dwunastu dosyć będzie,

Bo ze mnie kobieta słówna.

Taką była zawsze, wszędzie

Każda Dziurdziulewiczówna!

Wiem, że chodzą o mnie gadki.

Jakoby jestem złośnicą.

I że te małpy sąsiadki

Mają mnie za sekutnicę.

Ale w oczy wszystkie grzeczne,

A mnie zresztą, wszystko równo,

Niech wiedzą, jak niebezpieczne

Zajście z Dziurdziulewiczówną!

Byle w oczy każda grzeczna,

A mnie zresztą, wszystko równo,

Niech wiedzą, jak niebezpieczna

Kłótnia z Dziurdziulewiczówną!

Kłótnia z Dziurdziulewiczówną![1]

Bibliografia