Ballada tragiczna

Zgłoszenie do artykułu: Ballada tragiczna

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Pozwolę tu przedstawić wiersz liryczny,

A w wierszu wątek autobiograficzny.

Kochałem się szalenie

W dziewczynie jak marzenie

Lecz ta wolała Amerykanina.

Tu ktoś powiedzieć mógłby: „co za pech”

Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia

Jaka piękna tragedia ech...

Poszedłem, czort wyciągnał, na ich ślub,

Tam panna młoda w bieli istny cud.

W kościele on i ona

Za chwilę jego żona,

A mnie w ostatniej ławce trafia szlag.

Tu ktoś powiedzieć mógłby: „co za pech”

Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia

Jaka piękna tragedia ech...

Podchodzę do nich z nożem szach i mat,

Na białym śniegu ściętej róży kwiat.

Dwie róże krwi czerwone

Tandeta w drugą stroną,

A ja pomiędzy nimi no tom wpadł.

Tu ktoś powiedzieć mógłby: „co za pech”

Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia

Jaka piękna tragedia ech...

Dostanę teraz czapę nie ma siły,

A potem prosto do ciemnej mogiły.

I nie pomoże matka

To koniec, taka wpadka,

Faktycznie w środe mnie już powiesili.

Tu ktoś powiedzieć mógłby: „co za pech”

Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia

Jaka piękna tragedia ech...

A w niebie pan Bóg mówi do mnie: Wania,

Cierpiałeś bracie, za to teraz fajrant.

Miłość to złuda niestety,

Pluń stary na kobiety,

To temat, że nie warto o tym gadać.

Przesrałeś bracie życie co za pech

Lecz jaka piękna tragedia, no jaka piękna tragedia

Jaka piękna tragedia ech...[1]

Bibliografia