Zgłoszenie do artykułu: Czaty

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Z ogrodowej altany

Wojewoda zdyszany

Bieży w zamek z wściekłością i trwogą.

Odchyliwszy zasłony

Spojrzał w łoże swej żony,

Spojrzał, zadrżał, nie znalazł nikogo.

Wzrok opuścił ku ziemi

I rękami drżącemi

Siwe wąsy pokręca i duma.

Wzrok od łoża odwrócił,

W tył wyloty zarzucił

I zawołał kozaka Nauma.

„Hej, kozacze, ty chamie,

Czemu w sadzie przy bramie

Nie ma nocą ni psa, ni pachołka?

Weź mi torbę borsuczą,

I janczarkę hajduczą,

I mą strzelbę gwintówkę zdejm z kołka.”

Wzięli bronie, wypadli,

Do ogrodu się wkradli,

Kędy szpaler altanę porasta.

Na darniowym siedzeniu

Coś bieleje się w cieniu:

To siedziała w bieliźnie niewiasta.

Jedną ręką swe oczy

Kryła w puklach warkoczy

I pierś kryła pod rąbek bielizny,

Drugą ręką od łona

Odpychała ramiona

Klęczącego u kolan mężczyzny.

Ten ściskając kolana,

Mówił do niej: „Kochana!

Więc już wszystko, jam wszystko utracił?

Nawet twoje spojrzenie,

Nawet ręki ściśnienie

Wojewoda już góry zapłacił?

Ja, choć z takim zapałem,

Tyle lat cię kochałem,

Będę kochał i jęczał daleki;

On nie kochał, nie jęczał,

Tylko trzosem zabrzęczał,

Tyś mu wszystko oddała na wieki.

Co wieczoraż on będzie,

Tonąc w puchy łabędzie,

Stary łeb na twym łonie kołysał

I z twych liców rumianych,

I z twych ustek różanych

Mnie wzbronione rozkosze wysysał!

Ja na wiernym koniku,

Przy księżyca promyku,

Biegnę do cię przez deszcz i słoty,

By cię witać spojrzeniem,

By pożegnać życzeniem

Dobrej nocy i długiej pieszczoty!”

Ona niby nie słucha,

On jej szepce do ucha

Nowe skargi, czy nowe zaklęcia:

Aż wzruszona, zemdlona,

Opuściła ramiona

i schyliła się w jego objęcia.

Wojewoda z kozakiem

Przyklęknęli za krzakiem

I dobyli zza pasa naboje,

I odgryźli zębami,

I przybili sztęflami

Prochu garść i grankulek we dwoje.

„Panie”, kozak powiada,

„Jakiś bies mię napada,

Ja nie mogę zastrzelić tej dziewki,

Gdym półkurcze odwodził,

Zimny dreszcz mię przechodził

I stoczyła się łza na panewki.”

„Ciszej, plemię hajducze,

Ja cię płakać nauczę!

Masz tu z prochem leszczyńskim sakiewkę;

Podsyp zapał, co żywo

Czyść paznokciem krzesiwo,

Potem palnij w twój łeb lub w tę dziewkę.

Wyżej!… w prawo!… pomału!

Czekaj mego wystrzału,

Pierwej musi w łeb dostać pan młody.”

Kozak odwiódł, wycelił,

Nie czekając wystrzelił

I ugodził w sam łeb wojewody.[2]

Bibliografia
Finansowanie

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007–2013.