Zgłoszenie do artykułu: Doping

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Jan Dreptak, mierny literat w jednym z odległych województw,

Studiował życiorysy innych znakomitych kolegów,

Chcąc do nich się upodobnić w najmniejszych nawet rysach,

Bo myślał: Żyjąc podobnie, będę podobnie też pisał.

Przeczytał o Hemingway’u, że zawsze pracował stojąc,

Więc zaraz też zrobił sobie specjalny pulpit w pokoju,

Ale długo stać nie mógł, ponieważ miał platfuska,

Więc się przerzucił na system leżący Marcelka Prousta

I leżał ku rozpaczy żony na najpiękniejszej z otoman,

I jeszcze w dodatku przeczytał, że Witkacy był podobnież narkoman,

Więc powlókł się do apteki, a aptekarz Zenobi Wdowiak

– Czym mogę służyć? – pyta. – Proszę coś szkodliwego dla zdrowia!

– Panie! – Wdowiak krzyknął ze strachem. – Taż to panu zapewne zaszkodzi!

– Owszem, ale może coś mi przy tym wyjdzie, bo na razie nic mi nie wychodzi!

Zrób pan dla mnie jakąś miksturkie, która wpędzi mnie w twórczą mękę!

A aptekarz aż się nadął z dumy, że zostawia mu się wolną rękę...

Duch w nim zagrał odkrywczy a twórczy, wydał okrzyk radosny i dziki,

Złapał szuflę i dawaj mieszać różne leki i specyfiki

Tak jak szło: aspirynę, johimbinę, wazelinę, z pijawkami retortę,

Papawerynę, rycynę, sklerosan, urosan i witaminę B-12 forte!

Wszystko utarł, spirytusem rozpuścił, wlał przez lejek do półlitrówki

I zawołał: – Fertig, pij pan zaraz! Dreptak wypił i odpadły mu zelówki

Potem z nosa mu buchnęły płomienie, wreszcie rzucił się na kasjerkę,

Lecz już w biegu zgubił kolejno cztery palce, dwunastnicę i nerkę.

Ale wcale się tym nie przejął, zagrzmiał głośno, zakrzyknął: – hu ha!

Przegryzł się przez sklepowy kontuar i po ścianie zaczął chodzić jak mucha,

A następnie z piekielnym rabanem, wyciem, hukiem jak również zgrzytem

Poprzebijał kolejno sześć pięter, błysnął, świsnął i wszedł na orbitę.

Wykrzykując: – Tu jestem! A kuku!

..ale jak ktoś nie ma do pisania iskry bożej,

To żeby robił wokół siebie nawet nie wiem ile huku,

To to mu proszę państwa i tak nic nie pomoże...[1]

Bibliografia

1. 

Waligórski, Marek
Prywatne archiwum Marka Waligórskiego – syna Andrzeja Waligórskiego.

2. 

http://waligorski.art.pl
Strona internetowa poświęcona twórczości Andrzeja Waligórskiego [odczyt: 05.09.2018].

3. 

Kozłowska, Agnieszka