Zgłoszenie do artykułu: Ławka i klon

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Był park i ławka i był stary klon

Zwyczajny przytułek wśród drzew

I byli zwyczajni: ona i on

I były dwa bicia dwóch serc.

I byli ze sobą i było im brak

Tej wspólnej modlitwy o sen

I snując marzenia siedzieli tak

Niejeden spragniony snu dzień.

I tylko klon spowiednik nieśmiertelny

Cichutko łkał, zbyt dobrze życie znał!

 Mała łza, gorzki śmiech

 Kwitną lipy, więdnie bez

 Chłodną rosą próżno chciałbyś zrosić skroń

 Jest jak jest jakiś sens

 Niepotrzebnych twoich łez

 Które zamkniesz w zaciśniętą mocno dłoń

 Wierz i milcz, milcz i wierz

 W to co chcesz, w to co chcesz

 Z pochyloną dumnie głową snowi w trop

 Za górami, lasem, hen!

 Inne światło, inny dzień

 Zabij gorycz, zabij pustkę

 Równaj krok!

I poszli by szukać paproci kwiat

Za góry, za lasy, za hen!

Choć nogi strudzone, zdeptany już świat

Wciąż nocą wydawał się dzień.

I przyszli na koniec, skąd przyszło im iść

W znajomy przytułek pod klon

Lecz ławka zajęta, bo przyszli tu śnić

Już inni: ona i on!

I znowu klon – spowiednik nieśmiertelny

Cichutko łkał, zbyt dobrze życie znał!

 Mała łza, gorzki śmiech

 Kwitną lipy, więdnie bez

 Chłodną rosą próżno chciałbyś zrosić skroń

 Jest jak jest jakiś sens

 Niepotrzebnych twoich łez

 Które zamkniesz w zaciśniętą mocno dłoń

 Wierz i milcz, milcz i wierz

 W to co chcesz, w to co chcesz

 Z pochyloną dumnie głową snowi w trop

 Za górami, lasem, hen!

 Inne światło, inny dzień

 Zabij gorycz, zabij pustkę

 Równaj krok!

W zastygłym milczeniu wciąż serce im drży

Spokorniał w proteście zły gest.

Czy jeszcze wciąż warto o szczęściu tym śnić

Czy drogi nastąpił już kres.

A w parku zwyczajnie: jest ławka i klon

Zwyczajny przytułek wśród drzew

Wciąż byli zwyczajni: ona i on

I były dwa bicia dwóch serc.

I tylko klon – spowiednik nieśmiertelny

Cichutko łkał, zbyt dobrze życie znał!

 Mała łza, gorzki śmiech

 Kwitną lipy, więdnie bez

 Chłodną rosą próżno chciałbyś zrosić skroń

 Jest jak jest jakiś sens

 Niepotrzebnych twoich łez

 Które zamkniesz w zaciśniętą mocno dłoń

 Wierz i milcz, milcz i wierz

 W to co chcesz, w to co chcesz

 Z pochyloną dumnie głową snowi w trop

 Za górami, lasem, hen!

 Inne światło, inny dzień

 Zabij gorycz, zabij pustkę

 Równaj krok![1]

Bibliografia