List do żołnierza

Zgłoszenie do artykułu: List do żołnierza

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Pytasz się, bracie mój, żołnierzu,

Co słychać tam, za naszym frontem?...

Ty, z zapalonym stojąc lontem,

Lub z karabinem swym w przymierzu –

Nie wiesz, jak bardzo tyś szczęśliwy,

Żeś tu nie skuty jest ogniwy.

Że nie wiesz co to miasto, kłótnie,

Co polityka lub kawiarnia,

I to znużenie, co ogarnia,

I to zwątpienie, co okrutnie

Sączy się w dusze tu najlepsze,

Gdy głos cię żaden naprzód nie prze.

Ty nie wiesz, bracie, jacy czyści

My tam w okopach, w pocie, w brudzie,

Gdzieś na błotnistej leżąc grudzie,

Perfumowanej nienawiści

Obcy, jak wszystko jest nam obce,

Krom te przed nami wrogie kopce.

Krom te przed nami wrogie piersi;

Obcy ambicjom małym, smutkom,

Co trwają chwilę tylko krótką –

Z ambicją jedną, że my pierwsi

Wedrzeć się musim w okop wraży,

Że w bój pójdziemy w przedniej straży.

I z hasłem jednem , hasłem starem:

Naprzód!... gdy tutaj ich tysiące

Słyszysz, by pszczoły w kół brzęczące,

A każde piękniej, każde darem

Brzęczy ci w ucho, ale słodsze

Brzęczenie kuli, gdy się otrze.

U nas tam lepiej, bracie miły!

Z beztroską idziem w bój dziecięcą,

A jeśli czasem łzy się kręcą

Nad krzyżem bratniej ci mogiły –

Pociechą niesie pieśń: jak ładnie,

Gdy z konia ułan który spadnie!

U nas, gdy czasem pierś zaboli,

To jeno rana, która słodka,

Jak usta drogie, lecz nie spotka

Wżdy pierś z trucizną się niewoli

I nie zna szarych chwil rozpaczy,

Gdy wyzwoleniem śmierć majaczy.

U nas, gdy westchniesz, to po cichu

Czasem, byś śmierć miał bracie, piękną,

Albo zwycięstwo; lecz nie brzękną

Z bezsennych nocy po dniach szychu,

Jasneć źrenice i nie krzywi

Twarz uśmiech błazna – my szczęśliwi!

Choć nam miast słodkie, drogie oczy,

Noc w noc pożarów świecą zgliszcze,

Miast szept ust drogich, kula świszczę,

Miast pieszczot, twarz żołnierską zmroczy

Czasem pieszczotą śmierć ci matka

I usta krwawe piachem zatka –

I choć się czasem na ramiona

Młode, ołowiem znój położy,

Wżdyć, byś ptak, lekki, bo obroży

Nie dźwigasz rdzawej; nie splamiona

Rdzą młodość, słońce wraz cię krzepi

U nas jest lepiej, lepiej, lepiej!

Żegnaj, żołnierzu-bracie! rychło

W obozie leśnym, w krąg ogniska

Dłoń moja twoją dłoń uściska

I serce, które tutaj ścichło,

Uderzy z twojem równo, mocno,

Gdy alarm porą wezwie nocną.

I pójdziem naprzód, pójdziem razem,

Jak szliśmy dotąd różnym szlakiem:

Z Karpat po Wisłę, wżdy z jednakiem

Uczuciem wiary i z obrazem

Tej Nieśmiertelnej w duszy, której

Tron budujemy z krwi purpury![1]

Bibliografia