Miasteczko – cud

Zgłoszenie do artykułu: Miasteczko – cud

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Zielony księżyc w niebie stał

Pijany skrzypek walca grał

I wtedy on zobaczył ją

I sobie to do serca wziął

Co ona była byle kto

Czerwone buty w sercu pstro

Lecz on nie zaznał odtąd snu

A ona tak szeptała mu

Ty nie mów do mnie w romantycznej walucie

Ty bardziej praktycznie do mnie mów

Bo chwilowo to jesteś jak ta dziura w bucie

Że szkoda dla ciebie mi słów

Ty nie myśl, że dasz mi abonament na szczęście

Że skruszysz z ciała mego lód

Ja nie mam ochoty do tego zamęścia

No chyba, że zdarzy się cud

W miasteczku każdy wiedział, że

On mógłby dostać takie dwie

A ten co wcześniej chodził z nią

To tylko śmiał się tylko klął

Co ona była blada tak

I drobna tak jak w polu mak

A on chciał dobrze i miał sklep

I serce dał jak ciepły chleb

Ty nie mów do mnie w romantycznej walucie

Ty bardziej praktycznie do mnie mów

Bo chwilowo to jesteś jak ta dziura w bucie

Że szkoda dla ciebie mi słów

Ty nie myśl, że dasz mi abonament na szczęście

Że skruszysz z ciała mego lód

Ja nie mam ochoty do tego zamęścia

No chyba, że zdarzy się cud

Niedobrze potem było z nią

Do USA ją jeden wziął

I tam nie kochał tylko bił

I grając w BINGO piwo pił

Co ona była szara mysz

A z Miastka wciąż nadchodził list

Powracaj gdy ci szczęścia brak

A ona mu pisał tak

Ty nie mów do mnie w romantycznej walucie

Ty bardziej praktycznie do mnie mów

Bo chwilowo to jesteś jak ta dziura w bucie

Że szkoda dla ciebie mi słów

Ty nie myśl, że dasz mi abonament na szczęście

Że skruszysz z ciała mego lód

Ja nie mam ochoty do tego zamęścia

No chyba, że zdarzy się cud

Aż nadszedł dzień wróciła tu

I oczy się zalśniły mu

Wnet ją za żonę sobie wziął

I cały rok się cieszył nią

Co ona była stara tak

Odeszła więc jak chory ptak

On co dzień chodził na jej grób

A z ziemi słychać szepty słów

Ty nie mów do mnie w romantycznej walucie

Ty bardziej praktycznie do mnie mów

Bo chwilowo to jesteś jak ta dziura w bucie

Że szkoda dla ciebie mi słów

Ty nie myśl, że dasz mi abonament na szczęście

Że skruszysz z ciała mego lód

Ja nie mam ochoty do tego zamęścia

No chyba, że zdarzy się cud[2]

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard

2. 

http://www.jerzysatanowski.com/
Strona internetowa Jerzego Satanowskiego [odczyt: 14.10.2015].