Zgłoszenie do artykułu: Na Księżycu

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

Cieszą się wszyscy, nawet starcy na wózkach

bo nareszcie, wyobraźcie to sobie –

dwie rakiety: amerykańska i ruska

wylądowały na Srebrnym Globie.

W każdej byli czterej kosmonauci

ubrani w metalowe skafandry i spodnie.

Nikt nikogo nie bił i nie gwałcił

a współpraca przebiegała bardzo zgodnie.

Przylecieli, wysiedli, usiedli, ciut pojedli,

dwie butelki wstawili do środka.

Jeden drugiego ściska:

– Charaszaja u was whiska.

– Very fine ruska vodka.

A następnie, jak to było w planie,

poszli w swoich kosmicznych przyłbicach

na dokładne zwiedzanie i badanie

tajemniczej powierzchni Księżyca.

Idą, idą, każdy z dzidą,

pochłaniaczem i miotaczem.

Naraz patrzą: w jednej budzie

siedzą księżycowi ludzie.

Piją czaj, fajeczki kurzą,

Mali są, lecz jest ich dużo.

Zadrżał kosmonauta Borys,

choć był we fufajce:

– Smotri, Johnny, eti stwory

sowsiem kak Kitajce!

Na to tamci: – Witaj, witaj,

my Kitajce a tu Kitaj.

Kosmonauci posmutnieli,

że ktoś ich ubiegł, niestety.

– Czymżeście tu – mówią – przylecieli

i skąd macie tak świetne rakiety?

Wówczas Chińczyk rzekł: – Kolego,

rakietami myśmy się nie wieźli.

– Tylko jak?

– Ano tak: jeden na drugiego,

jeden na drugiego,

jeden na drugiego,

jeden na drugiego,

no i jakoś wyleźli.[1]

Wariant 2

Strzałka

Cieszą się wszyscy, nawet starcy na wózkach

bo nareszcie, wyobraźcie to sobie –

dwie rakiety amerykańska z radziecką

wylądowały na Srebrnym Globie.

W każdej byli czterej kosmonauci

ubrani w metalowe skafandry i spodnie.

Nikt nikogo nie bił i nie gwałcił

a współpraca przebiegała bardzo zgodnie.

Przylecieli, wysiedli, usiedli, ciut pojedli,

dwie butelki wstawili do środka.

Jeden drugiego ściska:

– Charaszaja u was whiska.

– Very fine ruska vodka.

A następnie, jak to było w planie,

poszli w swoich kosmicznych przyłbicach

na dokładne zwiedzanie i badanie

tajemniczej powierzchni Księżyca.

Idą, idą, każdy z dzidą,

pochłaniaczem i miotaczem.

Naraz patrzą: w jednej budzie

siedzą księżycowi ludzie.

Piją czaj, fajeczki kurzą,

Mali są, lecz jest ich dużo.

Zadrżał kosmonauta Borys,

choć był we fufajce:

– Smotri, Johnny, eti stwory

sowsiem kak Kitajce!

Na to tamci: – Witaj, witaj,

my Kitajce a tu Kitaj.

Kosmonauci posmutnieli,

że ktoś ich ubiegł, niestety.

– Czymżeście tu – mówią – przylecieli

i skąd macie tak świetne rakiety?

Wówczas Chińczyk rzekł: – Kolego,

rakietami myśmy się nie wieźli.

– Tylko jak?

– Ano tak: jeden na drugiego,

jeden na drugiego,

jeden na drugiego,

jeden na drugiego,

no i jakoś wyleźli.[4]


Tekst alternatywny, pochodzący z taśm studenckich z lat 80, wykonanie estradowe.

Bibliografia

1. 

Waligórski, Marek
Prywatne archiwum Marka Waligórskiego – syna Andrzeja Waligórskiego.

2. 

http://dalmafon.pl
Strona internetowa wytwórni Dalmafon [odczyt: 10.10.2018].

3. 

Kozłowska, Agnieszka

4. 

Miziński, Zbigniew