Zgłoszenie do artykułu: Panna Anna

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

Kiedy wieczór gaśnie

I ustaje dzienny znój –

Panna Anna właśnie

Najwabniejszy wdziewa strój.

Palce nurza smukłe

W czarnoksięskiej skrzyni mrok,

I wyciąga kukłę,

Co ma w nic utkwiony wzrok.

To – jej kochan z drewna,

Zły, bezmyślny, martwy głuch!

Moc zaklęcia śpiewna

Wprawia go w istnienia ruch.

On nic nie rozumie,

Lecz za niego działa – czar...

Panna Anna umie

Kusić wieczność, trwonić żar...

W dzień od niego stroni,

Nocą – wielbi sztywny kark,

Nieugiętość dłoni,

Natarczywość martwych warg.

„Bóg zapomniał w niebie,

Że samotna ginę w śnie!

Kogóż mam, prócz ciebie?

Pieść, bo musisz pieścić mnie!”

Pieści ją bezdusznie,

Pieści właśnie tak a tak –

A ona posłusznie

Całym snem omdlewa wznak.

Śmieszny i niezgrabny,

Swą drewnianą tężąc dłoń,

Szarpie włos jedwabny,

Miażdży piersi, krwawi skroń.

Blada, poraniona

Panna Anna bólom wbrew

Od rozkoszy kona,

Błogosławiąc mgłę i krew!

Poprzez nocną ciszę

Idzie cudny, złoty strach...

A śmierć się kołysze

Cała w rosach, cała w snach.

Potem nic nie słychać,

Jakby ktoś na dany znak

Nie chciał już oddychać –

Byle istnieć tak a tak...

A gdy świt się czyni –

Panna Anna dwojgiem rąk

Znów zataja w skrzyni

Drewnianego sprawcę mąk.

Sztuczne wpina róże

W czarny, ciężki, wonny szal –

I po klawiaturze

Błądząc dłonią – patrzy w dal..

Dźwięki płyną zdradnie,

Płyną właśnie tak a tak...

Chyba nikt nie zgadnie –

Z kim spędziła noc i jak?[2]

Wariant 2

Strzałka

Kiedy wieczór gaśnie i ustaje dzienny znój

Panna Anna właśnie najwabniejszy wdziewa strój

Palce nurza smukłe w czarnoksięskiej skrzyni mrok

I wyciąga kukłę, co ma w nic utkwiony wzrok

To jej kochan z drewna, zły bezmyślny, martwy głuch!

Moc zaklęcia śpiewna wprawia go w istnienia ruch

Śmieszny i niezgrabny, swą drewnianą tężąc dłoń

Szarpie włos jedwabny, miażdży piersi, krwawi skroń

Blada, poraniona Panna Anna bólom wbrew

Od rozkoszy kona błogosławiąc mgłę i krew!

Poprzez nocną ciszę idzie cudny, nocny strach

A śmierć się kołysze cała w rosach, cała w snach

A gdy świt się czyni Panna Anna dwojgiem rąk

Znów zataja w skrzyni drewnianego sprawcę mąk

Sztuczne wpina róże w czarny, ciężki, wonny szal

I po klawiaturze błądząc dłonią patrzy w dal

Dźwięki płyną zdradnie, płyną właśnie tak a tak

Chyba nikt nie zgadnie z kim spędziła noc i jak?[3]

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard

2. 

Myszkowski, Krzysztof, Stare Dobre Małżeństwo. Antologia, wyd. 3, Łódź, Dalmafon, 2004, s. 135, 136.

3. 

http://www.jerzysatanowski.com/
Strona internetowa Jerzego Satanowskiego [odczyt: 15.10.2015].