Pieśń o banderowcach

Zgłoszenie do artykułu: Pieśń o banderowcach

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Cała zgraja banderowców napada na wioski,

Aby palić i mordować nieszczęsny lud polski.

Na uboczu stały chatki, w zakątku cichutkim,

Troje dzieci, młoda matka chora przy malutkim.

Smutny los tej rodziny i żyje w rozpaczy,

Bo jej męża Niemcy wzięli – gdzie? Bóg wiedzieć raczy.

Banderowiec jakby wściekły bieży do pokoju,

Aby zemstę swą wykonać widłami od gnoju.

A w śmiertelnym strachu dziatwa pod łóżko się kryje,

A na łóżku biedna matka już prawie nie żyje.

Bluznął jej w twarz zimną wodą, by oprzytomniała,

Ażeby przed swoją śmiercią męczeństwa zaznała.

I wziął najmłodszą dziewczynkę, co trzy miała latka,

I powoli łamał członki, by widziała matka.

Musiała się patrzeć, a kiedy zemdlała,

To się znowu na jej głowę zimna woda lała.

Dziecię boleśnie jęczało w przedśmiertelnym skonie

Drugi potwór wziął za widły i utopił w jej łonie.

Po ziemi się biedna tarza, wnętrzności się wleką,

Wtenczas prosić się odważa: dobij mnie, człowieku!

Lecz gdzie prośba takich łotrów do litości wzruszy,

Kiedy oni jak to bydło, co to nie ma duszy.

Zostawili męczennicę w przedśmiertelnym strachu.

Będziemy mieć Ukrainę, jak wyrżniemy Lachów!

Pod łóżko się zaczołgała, do kryjówki dziecięcej,

I tam, biedaczka, skonała, już nie cierpi więcej.

Myślała tak, biedna matka, że dzieci ocali,

Nie wiedziała, że jej chatka wraz z dziećmi się spali.

Chcieli w Polsce Ukrainy, by im Niemcy dali,

Teraz, gdy im wolno jechać, to do lasu zwiali.

Ale Pan Bóg na niebie dopomagał będzie –

Przepędzimy banderowców na białe niedźwiedzie.[1]

Bibliografia