Zgłoszenie do artykułu: Sonety

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

I. Widmo

Miasto moje kochane, stolico ty święta,

O stopach, całowanych wypłakaną rzeką!

Widmo twego obrazu noszę pod powieką,

Tym bolejący dzisiaj, żeś dla mnie zamknięta.

W tobie moje dzieciństwo, marzeń niemowlęta,

Od których już odbiegłem tak bardzo daleko,

Wesele i łzy jasne, łzy, co już nie cieką,

Chociaż serce subtelny ich czar wciąż pamięta.

Długimi ulicami rozbitą na krzyże,

Widzę Ciebie w welonach dymów, jak w żałobie,

Grzmisz turkotem, głos własny tracisz w ciżby wirze...

Lecz, kiedy w noc głęboką, gdy głucho, jak w grobie,

Blask płonących latarni twe bruki poliże,

Bruk lśni tak, jakby każdy kamień miał łzę w sobie.

II. Mogiła

Często za miastem zwiedzam te miejsca, gdzie leży

Cmentarz zetlonych zdarzeń, tam dusza wspomina

Wawer, Wolę, Olszynkę i pola Raszyna,

Gdzie mężny książę w ogień wiódł sam swych żołnierzy.

Wszedłem w las – i włos nagle dziko mi się jeży:

Pod stopą się rozwarła ziemi rozpadlina,

Wewnątrz kości – a każda woła mnie,

jak syna: Mogiła ojców – klęski ostatniej ślad świeży...

I patrzyłem na przeszłość, co leżała zmarła,

Na kolanach, schylony nad wklęsłą mogiłą.

Nie mogłem płakać, w spazmie łzy zbiegły do gardła,

W grobie gorzało – próchno, czy też serce siłą

Niepożytą, co władzy śmierci się wydarła?

Nie wiem – lecz moje ogniem tym się zapaliło.

III. Rzeka

Wrzałaś niegdyś potężnie, jak pieniste wino,

Przez brzegi przelewałaś się falą namiętną,

A dziś stałaś się, jakby cichą płaczką smętną,

Szlochającą nad wielką rozbitków rodziną.

Jak gdyby coraz wolniej wody twoje płyną,

Jak gdyby coraz słabiej bije twych fal tętno,

Kryształowa u źródła, składasz głowę mętną

Przez port, wydarty sobie, w gorycz morza siną.

Lecz kiedyś, gdym na brzegu twym w smutków pogoni

Leżał, a noc zgasiła gwiazdy ciemnym kirem,

Drgnąłem, słysząc, jak w głębiach twych coś szczęka, dzwoni.

Czym wydarł twą tajemnicę rzeko! że swym wirem

Nocami utopiony miecz wyciągasz z toni,

Skrycie z rdzy krwi obmywasz i ostrzysz go żwirem?![1]