Stefan Czarniecki

Zgłoszenie do artykułu: Stefan Czarniecki

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

W szlachetnym domu, znanym tylko z cnoty,

dzielny Czarniecki się chował.

Z dzieciństwa pełen wojennej ochoty

braci swych w hufce szykował.

A kiedy słyszał jak męstwo chwalono,

żądzę do boju czuł niepowściągnioną.

Po tylu trudach, pełen pięknej sławy,

gdy miał zasiadać w senacie,

z dzielnym rycerstwem przybył do Warszawy

w rysiach i bisiurnej szacie.

Prowadził łupy, jeńców znakomitych,

i oto piętnaście chorągwi zdobytych.

Już osiwiały w trudach obozowych,

kiedy nad Dnieprem przybywa

i mieczem bunty uśmierza Kosowych,

ciężka go niemoc porywa.

Po drodze starzec, laurami wieńczony,

na słomie w wiejskiej lepiance złożony.

Tu mu od króla list przynosi goniec

z buławą dla wojownika.

Wódz rzekł: „Ta łaska, kiedy życia koniec,

już mię za późno spotyka.

Lecz widział Polak, że i bez buławy

można zwyciężać i dobić się sławy”.[1]

Wariant 2

Strzałka

W szlachetnym domu znanym tylko z cnoty,

Dzielny Czarniecki się chował

Z dzieciństwa pełen wojennej ochoty,

Braci swych hufce szykował,

A kiedy słyszał jak męstwo chwalono,

Żądzę do bojów czuł niepowściągnioną.

W Kazanowskiego zaczął służyć znaku,

Ubiór jego niebogaty,

Z kopiją w ręku, w żelaznym szyszaku,

Jeździł na podsłuch i czaty,

Acz młody, w bitwach się sławą ozdobił,

Bo gdzie się ruszył, nieprzyjaciół pobił.

Już miał zaślubić piękną Kobierzyckę,

I rzeki do niej przy rozstaniu:

„Ja spieszę bunty uśmierzać Chmielnickie,

A choćbym w krwawem spotkaniu

Nie jedną krysą powrócił znaczony,

Nie będę Zosiu od ciebie wzgardzony?

Na Ukrainie ochoczy i śmiały,

Przyszedł pod Monasterzyska,

Z gołemi piersi wpadł pierwszy na wały,

I wszędy mieczem błyska;

Gdy twarz mu ciężkim postrzałem przeszyto,

Krwią zlany pyta: „A miasto zdobyto?”

Nie było walki w tych krwawych zapasach

Bez Czarnieckiego pomocy,

Okryty burką w słotach i niewczasach,

Trawił w boju dni i nocy,

A żona słysząc jak często krew leje,

Czcząc bohatera o męża truchleje.

On jeden Szwedów najazdy hamuje,

W zamku krakowskim zawarty,

Tysiączne szturmy mężnie wytrzymuje,

Szwed nieraz z klęską odparty,

Ściśniony głodem, gdy bramy otwiera,

Gustaw oglądać pragnie bohatera.

Wkrótce z rycerstwem pod znaki zebranem

Szybkiej błyskawicy lotem,

Tu Szwedów schodzi i gromi nad Sanem,

Ówdzie niespodzianym zwrotem

Rzuca się z koniem wpław, rzekę przebywa,

Uderza, pole trupami okrywa.

Nie liczby Szwedów, a gdzie są? – pytał,

Z hufcem rycerzów dobranych,

W Rudniku ledwie Gustawa nie schwytał,

Znowu mszcząc się krzywd zadanych,

Wpada w Pomorze, najezdników płoszy,

I kraj ten ogniem i mieczem pustoszy.

Gdy król Stefana na Szlezwik wysyła,

Rzekli mu córka ze łzami:

„Czemuż mężczyzną jam się nie rodziła,

Bym się mogła bić z Szwedami”.

„Dziewko, – rzekł ojciec – w tem nie ma twej winy.

Wsław się Ojczyźnie, mężne dając syny”.

Zaniósł Czarniecki w pamiętnej wyprawie

W obcą ziemię Polski chwałę,

Przez wały morskie na wątpliwej nawie

Prowadzi szyki zuchwałe;

Dziwią się ludy, jak odwaga męża

I nieprzyjaciół i burze zwycięża.

I więcej Polskę los srogi ciemiężył,

Tem więcej wzbudzał rycerza,

Wszędzie przytomny, tu Moskwę zwyciężył,

Tam Rakoczego uśmierza,

I nigdy mściwej nie składając broni,

Znosi Kozaków lub Tatarów goni.

Po tylu trudach pełen pięknej sławy,

Gdy miął zasiadać w senacie,

Z dzielnem rycerstwem przybył do Warszawy;

W rysiach i bisiurnej szacie,

Prowadził łupy jeńców znakomitych

I sto piętnaście chorągwi zdobytych.

Gdy pułk Holzacki zbliżał się do bramy,

Suknie miał dużo wydarte,

V twarzach postrzały i głębokie szramy

Świadczyły bitwy uparte,

Król mu dziękował za wierność stateczną,

lud okrzykami witał młódź waleczna.

Już osiwiały w trudach obozowych,

Kiedy nad Dnieper przybywa

I mieczem bunty uśmierza Koszowych,

Ciężka go niemoc porywa,

Po drodze starzec laurami wieńczony,

Na słomie w wiejskiej lepiance złożony.

Tu mu od króla list przynosi goniec

Z buławą na wojownika.

Wódz rzekł: „Ta łaska, kiedy życia koniec,

Już mię zapóźno spotyka”,

Lecz widział Polak, że i bez buławy

Można zwyciężać i dobić się sławy.

Już bliski zgonu rzekł: „Niech koń mój biały

Wnijdzie jeszcze do tej chaty’.

Wstępuje rumak, rząd na nim wspaniały,

I obok tarczy buzdygan bogaty,

Siodło sajdaków pyszne dźwiga brzemię,

Lecz widząc pana, głowę schylił w ziemię.

Wódz rzekł do giermków: „Dla mojego wnuka

Niechaj się koń ten zachowa,

Niechaj rycerskiej sławy na nim szuka,

Niechaj pamięta te słowa:

„Kto kraj swój kocha i Boga się boi,

Ma szablę, konia, o resztę nie stoi”.[2]

Bibliografia
Finansowanie

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007–2013.