Trzech budrysów

Zgłoszenie do artykułu: Trzech budrysów

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Stary łajdak trzech żaków,

Tęgich jak sam łajdaków.

Przywołuje, i rzecze strapiony:

W domu pustki i bieda

Nic zaradzić się nie da,

Trudna rada, iść trzeba w legiony. –

Ale tęgie z was chłopy!

Nie pchajcież się w okopy!

Choćby, który i czuł się na siłach,

Jeszcze zginąć gdzie gotów,

No, a dla patryotów

Miejsca dosyć się znajdzie na tyłach.–

Ma najstarszy kark giętki

Awans pewny i prędki.

Niech więc wkręci się pewien uznania,

W szlachetn;ejszy niż rowy

Deparlament wojskowy,

Tam się prędko odznaczeń dokłania!

Drugi zmieścić się może

W prowiantowym taborze:

Tam przynajmniej to służyć jest za co,

Tam się mnożą bez przerwy

Chleb, słonina, konserwy,

Żydki za się kupują i płacą.

W trzecim nie brak ochoty,

Lecz ma łeb do pozłoty,

I w taborach pozostałby goły.

Niech choć żony dochrapie

Się na jakim etapie,

A w Królestwie – kobiety – anioły.

Buzie, oczka, figury,

Że wyskoczyć ze skóry.

Względów może być pewien nasz żołnierz

Nóżki ich w sposób pański,

Zdobi szewc hiszpański, –

W polu zaś grozi kozioł i kołnierz.

Po tak zacnej przemowie

Odjechali synowie

Ojcu – żal łezką w oku zakręcił.

A że niemniej od synów

W sobie żądzę czuł czynów.

Żywnościowej się lichwie poświecił. –

Mija roczek bez wieści

Któż ojcowski lęk streści!

Lęka biedak i trapi się szczerze:

O synaczkach wciąż cicho,

Czyżby wzięło ich licho?

Choć nie! Wszak złego licho nie bierze.

Suną sanie po śniegu,

Konie w pełnym mkną biegu.

„Cóż tam masz?” Pyta ojciec ciekawy

W enkaenie ci dali,

Pewnie worek medali

Nie mój ojcze! To żona z Warszawy. –

Sunie drynda z ochotą,

Człapią szkapy przez błoto,

To syn średni, więc ojciec ciekawy

Pyta: pewnie z taborów

Kilka pełnych masz worów?

Nie mój ojcze! To żona z Warszawy.

Znowu do wsi ktoś leci –

Pewnie z żoną syn trzeci.

Ojciec biegnie powitać ich razem.

Wtem syn wpada najmłodszy.

„Ojcze” – plecie trzy po trzy –

„Zbyt się twoim przejąłem rozkazem.”

„Bo dla własnej snać zguby,

Trzy zawarłem aż śluby

W Łodzi, Wilnie i wreszcie w Warszawie,

Dziś los wszystkie kobity.

Złączył, zmykam, jak zmyty

Może tym się sposobem wybawię”.[1]

Bibliografia