Z tobą chcę oglądać świat

Zgłoszenie do artykułu: Z tobą chcę oglądać świat

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Z tobą chcę oglądać świat

Autor słów:

Kofta, Jonasz

Autor muzyki:

Wodecki, Zbigniew

Data powstania:

1986

Informacje

„Pamiętam był ogromny mróz, od Cheetaway do Syracuse...” – O, przepraszam, to nie z tej piosenki. Nie szkodzi, nasza dzisiejsza opowieść też będzie się toczyć w okowach mrozu. Za to w Sopocie, w hotelu Grand.

Zimą 1986 r. Zbigniew Wodecki wraz z grupą artystów występował w Polsce północnej. Za bazę obrano hotel Grand, bo to i klimat, i luksus, i pusto, więc mieszkało się dobrze oraz dobrze odpoczywało po trudach trasy. W tej grupie znajdowała się także Zdzisława Sośnicka. Pewnego dnia, miedzy naszymi bohaterami doszło do rozmowy, która mogła brzmieć mniej więcej tak:

– Słuchaj Zbyszku, telewizja planuje widowisko muzyczne pod tytułem „Duety”, może byśmy coś razem przygotowali? A i podczas koncertów moglibyśmy wspólnie, dla uatrakcyjnienia zaśpiewać. Mam tu na taśmie parę światowych propozycji.

– A po co mi śpiewać jakieś murzyńskie kawałki? – odpowiedział kompozytor – tutaj jest cisza i spokój, raz dwa machnę coś lepszego.

– To machnij.

Pierwszego wolnego dnia wyruszył pan Zbigniew na poszukiwanie instrumentu.

– Nie mają tu państwo jakiegoś fortepianu, albo pianina – zagadnął w recepcji.

– Owszem mamy pianino. Stoi w sali używanej tylko w sezonie. Niestety nie ma tam ogrzewania, ani chyba nawet prądu.

Poczułem się jak Beethoven, który w nieopalonej izdebce tworzył swoje wielkie dzieła, wspomina. Zimno było jak w psiarni, za oknem zwały śniegu i zziębnięte łabędzie, w jakimś takim półmroku zimowym, rozłożyłem papier nutowy (bo ja mam tak, że jak od raz nie zapiszę jakiegoś pomysłu, to żegnaj, przepadło, po dwóch godzinach nie pamiętam. Wiele fajnych kawałków tak mi uciekło) i zacząłem kombinować. Sam nie wiem, czy to chęć jak najkrótszego przebywania w chłodzie, czy przebłysk geniuszu sprawiły, że już dwa pierwsze akordy wydały mi się bardzo dobre. Zapisałem cztery takty i... koniec. Zatkało się. Zamarzł umysł czy coś w tym rodzaju. W każdym razie nic więcej nie udało się wymyślić. Czy przez to skojarzenie z Beethovenem? Szło mi to w stronę muzyki operowej, jakiegoś „Eugeniusza Oniegina”, a ja miałem napisać piosenkę, a nie operę (co może wtedy przyszłoby mi łatwiej). Nie mniej jednak jeszcze tego samego dnia wieczorem te cztery takty zostały przedstawione Zdzisławie Sośnickiej. Zareagowała entuzjastycznie i... zaczęła nastawać, by kompozytor dokończył dzieła. Niestety nie szło i podczas wspólnej trasy do duetu nie doszło.

W końcu jednak udało się zamknąć całość muzycznie, a nawet zaaranżować piosenkę. Teraz potrzebny był jeszcze tekst.

To było we Wrocławiu. Znów pusty hotel, jakoś tak chłodno, opowiada pan Zbyszek. Przyjechałem chyba wtedy akompaniować Ewie Demarczyk. W każdym razie w tym pustym hotelu spotkałem Jonasza Koftę. Znaliśmy się, a nawet mieliśmy wspólne osiągnięcie. Namówiono mnie kiedyś do nagrania polskiej wersji piosenki „Fascination” z repertuaru Nat King Cole’a i napisał świetny tekst. Ucieszył się ze spotkania i pyta co u mnie. „Mam tu taki duet z Dzidką Sośnicką, nie napisałbyś tekstu?”. Z Jonaszem było tak, że wpadał na godzinę, a zostawał cztery dni. Nie inaczej było tym razem. Po przepisowych czterech dniach piosenka była gotowa. Nosiła tytuł, który stał się niezapomnianym, chwytliwym szlagwortem. „Z tobą chcę oglądać świat”. Czegóż więcej trzeba by osiągnąć powodzenie? Tym bardziej, że wykonawstwo doborowe. To prawda doborowe, ale nie da się ukryć, że „Dzidka” nie mogła rozwinąć w pełni swojego wokalnego kunsztu, czyli jak mówią wokaliści „ryknąć”. Tu mam wyrzuty sumienia, mówi kompozytor, pisałem to na swoją skalę i w swojej tonacji c-dur. Niestety głosy się nie ułożyły, zasada powinna być taka, że jak mężczyzna zaczyna, to kiedy przychodzi partia kobieca, głos musi się perlić. A tu miała za nisko.

Ale zaraz uzupełnia: Tak w ogóle nie ma się czego wstydzić. To jest numer „amerykański” i wiem, że paru tamtejszych kompozytorów dało by mi niezły grosz, gdybym im to oddał. Jak słyszę tę piosenkę, to się sam dziwię, że to ja napisałem. Jakby „palec boży”.

Jeśli przyjąć, że to Pan Bóg rządzi pogodą, może być i tak[2], [3].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard.

2. 

Halber, Adam.
Z tobą chcę oglądać świat, „Angora” nr 6/2009, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2009.

3. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 6/2009 [odczyt: 14.02.2013].