Ballada o dwóch rzemieślnikach

Zgłoszenie do artykułu: Ballada o dwóch rzemieślnikach

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Był sobie jeden kowal we Włochach,

co chciał być wielkim człowiekiem,

i chciał z tych Włochów zrobić krainę

kwitnącą miodem i mlekiem.

W niemieckim kraju miał on kolegie,

co za malarza pracował –

i tak se żyli na wielkim świecie:

jeden kuł, drugi malował.

A gdy zaczęła się tamta wojna,

wzięli ich obu w sołdaty,

a gdy skończyła się tamta wojna,

każdy z nich wrócił do chaty.

Wtedy ten kowal rzekł do malarza:

– Po cholerę nam harować,

Ja już nie będę mułów podkuwać,

a pan już przestań malować.

I wziął, i rzucił swoje kowadło,

i zajął się polityką,

a na początek, jak rzekł, tak zrobił,

w try miga skończył z Afryką.

Widzi to tamten malarz niemiecki

i gratuluje mu szczerze,

ale naprawdę to zły jest troszkie –

zazdrość go kąsa i bierze.

Siedzi przy stole w swoim pokoju

i nad mapamy uważa,

myśli i myśli, kogo by nabić –

smutna jest dola malarza.

A jak już wszystko dobrze obmyślił,

to wtedy napadł na Polskie

i z bomb okrutnych do dzieci strzelał,

nucąc piosenki tyrolskie.

I choć cholerne sotnie sprowadził,

tak się Polacy bronili,

że już niejeden w swastykę bity

nie dożył starości chwili..

Tak wojowali kowal z malarzem,

jak chcieli po wszystkich stronach,

aż sobie bardzo w końcu zrazili

zmyślnego wielce Albiona.

Ten ci Albi-on jak się nie zgniewa,

jak im nie wsiądzie na twarze –

patrzeć, a kowal jak długi leży,

to samo będzie z malarzem![1], [2]