Pośrodku świata

Zgłoszenie do artykułu: Pośrodku świata

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Tytuł:

Pośrodku świata

Autor słów:

Chorążuk, Bogdan

Autor muzyki:

Woźniak, Tadeusz

Data powstania:

2000

Informacje

Gdyby nie serial, mówi skromnie Tadeusz Woźniak, to, to nie byłby żaden przebój. Owszem i znawcy i nawet koledzy z branży mówią, że to bardzo porządnie napisany i nagrany kawałek, ale, gdyby nie istniał w telewizji i to grany kilka razy w tygodniu, z całą pewnością by się nie przebił. A było tak, kontynuuje artysta, zadzwonił nieznany mi zupełnie producent serialu. Serialu, który jeszcze nie istniał. Przyjechał do mnie z dobrze mi znaną Małgosią Przedpełską, która była konsultantem muzycznym produkcji. To przynajmniej wyjaśniło dlaczego to ja znalazłem się na celowniku twórców filmu. Padła propozycja:

– Przygotowujemy telenowelę, tytuł „Plebania”, może trzysta, może sześćset odcinków, będzie o tym i o tym. Czy mógłby pan spróbować zaśpiewać piosenkę tytułową?

– A gdzie ta piosenka? – pytam.

– No wie pan zwróciliśmy się do paru osób, czekamy na rezultaty.

Zgodziłem się, ale wyraźnie bez entuzjazmu. Zaśpiewać piosenkę, to jednorazowe honorarium i ewentualna ( jak się zaraz z tego opowiadania dowiemy, bardzo ewentualna) sława dla wykonawcy.

W każdym razie dystans do propozycji był na tyle wyraźny, że producent na odchodnym powtórzył:

– Jak mówiłem zamówiliśmy już tę piosenkę u kilku twórców, ale sprawa nie jest przecież zamknięta, więc gdyby pan z Bogdanem Chorążukiem spróbował...

No, to już była trochę „inna rozmowa”. Zaczęły się grzać telefony i maile między Warszawą i Rzeszowem, panowie dość szybko sobie ze wszystkim poradzili. Sprawa była na wodzie pisana, więc nie było co angażować nadmiernych środków. Tadeusz Woźniak poprosił o współpracę aranżera Henryka Wojciechowskiego (to jego dziełem jest między innymi opracowanie aranżacji do „Zegarmistrza Światła”). Do nagrania doszło w domowym studio piosenkarza w piwnicy na warszawskim Bródnie. Tadeusz Woźniak gitara i śpiew, reszta elektronika zaprogramowana przez Wojciechowskiego. W ciągu dosłownie kilku dni od pamiętnej rozmowy z producentem, nagranie, wydawało się próbne, było gotowe. Odbyła się prezentacja przed twórcami filmu, a oni na to:

– Bierzemy. Niczego więcej nam nie potrzeba, zamykamy konkurs.

I tak, mimo, że nagrania dokonano „na brudno” (choć na Bródnie), żeby tylko zademonstrować, o co mniej więcej twórcom chodzi, „Plebania” zyskała muzyczną winietę, Tadeusz Woźniak i Bogdan Chorążuk strumień honorariów, za przyznają państwo, świetnie wykonaną robotę i... tyle.

Nie ustawia się do nas kolejka kolejnych producentów seriali, mówi piosenkarz. Może dlatego, że jestem już „ograny” a widzom potrzeba ciągle nowych atrakcji? Najzabawniejsze jest jednak to, że ten utwór wcale nie przysporzył mi popularności. Ludzie po prostu nie kojarzą mnie z tą piosenką, dopiero kiedy wykonuję ją na koncercie jest entuzjazm i życzliwość.

Bo też mówiąc między nami, nie jest to typowy hit, porywający tłumy. To piękna, bardzo kunsztownie napisana i zaśpiewana ballada, która powoli wrasta w świadomość słuchaczy, ale kiedy się już zakorzeni, pozostaje w nas na długie lata[2].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard

2. 

Halber, Adam
Plebania, „Angora” nr 42/2008, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2008.

3. 

http://www.angora.pl
Artykuł pochodzi z nr 42/2008.