Zgłoszenie do artykułu: Andzia i ja

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” mieszczący się w Krakowie, przy ul. Krakusa 7, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2015 r. poz. 2135 z późn. zm.), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.

Tytuł:

Andzia i ja

Gandzia

Autor słów:

Ciempiel, Marcin

Szpilman, Andrzej

Autor muzyki:

Ciempiel, Marcin

Szpilman, Andrzej

Data powstania:

1983

Informacje

Jak nielegalnie nagrana w stanie wojennym piosenka, na dodatek traktująca o marihuanie stała się radiowym przebojem? I czy to wydarzyło się naprawdę? Wydarzyło, choć było teoretycznie niemożliwe.

Andrzej Szpilman, syn kompozytora Władysława, był postacią znaną w muzycznym światku stolicy. Sam także komponował, ale był też atrakcyjną znajomością. Jego nazwisko otwierało wiele drzwi, a już w Polskim Radio w szczególności. Andrzej miał tego świadomość i czasami służył pomocą.

Dotarło do mnie, że chłopcy z Oddziału Zamkniętego, mają „szlaban” w radio – mówi. Nic dziwnego, skoro śpiewali „Ktoś nieistotny staje, ma zabłocone usta, terroryzuje zgraję mieć powinien wszędzie lustra”, co odczytano jako aluzję do generała Jaruzelskiego (chodzi o piosenkę „Twój każdy krok” – przyp. Adam Halber). Ale kiedy ich posłuchałem uznałem, że to jeden z najbardziej autentycznych rockowych zespołów, jednocześnie okazali się sympatycznymi, koleżeńskimi i zabawowymi chłopakami. Tak, zdecydowałem się im pomóc. Trochę „wygładzałem” ich kompozycje, trochę menedżerowałem, w każdym razie jeździłem z nimi na koncerty i w trakcie jednej z tras, w Sopocie, Marcin Ciempiel, basista „Oddziału”, zagrał pewien pomysł muzyczny. Dosyć prosty, ale na tyle chwytliwy, że wydawał się dobrym materiałem na przebój.

Pomoc Andrzeja Szpilmana w przywróceniu zespołu na antenę polegała także na znalezieniu odpowiedniego momentu, by zrobić jakieś nagrania, a potem tak „zamieszać” w redakcji muzycznej, żeby nikt nie zatrzymał piosenki. Okazja nadarzyła się, kiedy red. Antoni Wroński, odpowiedzialny za muzykę w radiowej „Jedynce”, niezbyt życzliwy „Oddziałowi”, pojechał na urlop. Zastępował go Jan Weber, który po pierwsze nie miał pojęcia o jaki rodzaj muzyki chodzi, po drugie był zaprzyjaźniony z rodziną Szpilmanów.

Namówiłem realizatora Andrzeja Hamerskiego, żeby nocą, kiedy skończy „służbowe” nagrania, a studio opustoszeje, za dodatkowe honorarium nagrał dwa utwory – wspomina Andrzej Szpilman. Oczywiście było to nieoficjalne i dosyć dla Andrzeja ryzykowne. To był 1983 r. Stan wojenny w pełni.

Pamiętam tę noc – opowiada wokalista Krzysztof Jaryczewski, nagrywaliśmy na Myśliwieckiej. W studio stały kotły symfoniczne. Ponieważ praca przebiegała w rozluźnionej alkoholem atmosferze, wydało mi się zabawne, żeby instrument ten wykorzystać w nagraniu. Toteż za każdym razem kiedy śpiewałem „Gandzia”, waliłem pałką w kocioł, aż realizator musiał mnie upominać, żebym nie uszkodził instrumentu.

To „walenie w kocioł” miało wbrew pozorom ogromny wpływ na dalszy los utworu.

Andrzej Szpilman: jeszcze tej samej nocy, zrobiłem z dziesięć kopii piosenki, ale wyciąłem ten właśnie fragment z „Gandzią” i uderzeniem w bęben. To był chyba pierwszy dżingiel na antenie Polskiego Radia. W każdym razie zaniosłem go do „Lata z radiem”, a tam Michał Rybczyński (popularny oprawca muzyczny audycji – przyp. Adam Halber) tak się nim zachwycił, że grał go bez opamiętania. Oczywiście piosenkę też. Niestety po tygodniu wrócił red. Wroński, ktoś „życzliwy” doniósł mu, że radio propaguje palenie marihuany i utwór zdjęto.

Pomysł na tekst był na tyle „elastyczny”, że, jak opowiadał gitarzysta Wojtek Łuczaj-Pogorzelski, tłumaczyliśmy, że Gandzia, to imię dziewczyny, a że obco brzmi? Bo to nasza znajoma z zagranicy. Niestety nieskutecznie. Wtedy Andrzej Szpilman znów zamówił studio i tak powstała, wydawało się nie kontrowersyjna „Andzia”. Szybko weszła na listę przebojów „Trójki”, z której mimo tendencji wzrostowej, po dwóch tygodniach spadła. Ktoś nałożył na nią „szlaban”. Szpilman twierdzi, że to zemsta red. Wrońskiego, ja jednak podzielałbym zdanie Łuczaj-Pogorzelskiego, który mówi: na ogół cenzura czepiała się jakichś pojedynczych słów, zwrotów, a tu, mam jeszcze gdzieś tę kartkę, cenzor przekreślił na krzyż całość tekstu, aż się papier podarł.

Skąd tak bezczelny pomysł, żeby napisać piosenkę o narkotyku? Opowiada autor tekstu: studiowałem medycynę, często mieliśmy ćwiczenia na ul. Filtrowej i ile razy tamtędy szedłem widziałem mnóstwo narkomanów. Przyznam, że do tamtej pory nie zdawałem sobie sprawy, jak to jest powszechne zjawisko. I „Gandzia”, wbrew pozorom to nie jest piosenka propagująca narkotyki, ona się w jakiś sposób mierzy z tym problemem. Przecież pod koniec przestrzega, że jesteś od niej uzależniony do końca. To była pierwsza polska piosenka antynarkotykowa.

Dziś oczywiście nie ma cenzury. I „Oddział Zamknięty” i Krzysztof Jaryczewski śpiewają pierwotny tekst, ale i w tym 1983 r. może, jak twierdzi Andrzej Szpilman, nie byłoby z nim kłopotu, gdyby istniał portal YouTube, a w nim można było posłuchać jak Chór Armii Czerwonej, w rytmie polki śpiewa, (choć to nie ten nasz) utwór zatytułowany, a jakże, „Gandzia”[2].

Bibliografia

1. Wolański, Ryszard.

2. Halber, Adam.
Andzia-Gandzia, „Angora” nr 38/2012, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2012.

3. http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 38/2012.

4. http://www.eskarock.pl/.
Baza najpopularniejszych tekstów utworów rockowych radia Eska Rock [odczyt: 31.03.2014].