Lubię wracać tam gdzie byłem

Zgłoszenie do artykułu: Lubię wracać tam gdzie byłem

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Lubię wracać tam gdzie byłem

Autor słów:

Młynarski, Wojciech

Autor muzyki:

Wodecki, Zbigniew

Data powstania:

1983

Informacje

Jest taki odcinek serialu „39 i pół”, kiedy główny bohater chce otworzyć klub muzyczny. Już prawie mu się udaje, kiedy sąsiadka na wieść o sprawie grozi, że przedsięwzięcie zablokuje. Jedynym rozwiązaniem jest „zmiękczenie” niechętnej kobiety. Ma zmięknąć na wiadomość, że w klubie wystąpi Zbigniew Wodecki. Kluczową sceną wieczoru jest, wspólne z gospodarzem, odśpiewanie piosenki „Lubię wracać tam gdzie byłem”.

To ty wybrałeś tę piosenkę? – pytam artystę

A skąd. Nie miałem na to żadnego wpływu, tak zażyczyli sobie twórcy serialu. Może któryś z nich się przy niej zakochał? – padła odpowiedź.

I była to odpowiedź trafiająca w sedno. Bo to jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości, jakie powstały w ostatnim półwieczu.

Kraków. Pod Wawelem jest ulica Koletek. Tam mieszka Zbigniew Wodecki. W domu słynny fortepian po ciotce, profesorce Millerowej. Strój „wiedeński”, obniżony o pół tonu. To na tym instrumencie, mały Zbysio, jak powiada „plumkał” swoje pierwsze melodyjki, ale to też i na tym instrumencie tworzył swoje pierwsze, poważne kompozycje „Zacznij od Bacha”, „Izoldę”. W takim to otoczeniu zasiadł do pisania kolejnego utworu.

To mi się układało takt, po takcie – opowiada. Szło jak po maśle. I kotły i to symfoniczne brzmienie. Melodię pisałem od razu z aranżem. Jak wokal szedł tak, to smyki musiały być tak napisane. To mi się tak układało jako całość.

Ta łatwość pisania przełożyła się o dziwo na wyjątkową urodę dzieła. Twórca zdawał sobie z tego sprawę i postanowił, że opatrzyć je tekstem może tylko twórca najwyższej próby. Najlepiej Wojciech Młynarski.

To był 1983 r., wspomina Zbigniew Wodecki. Miałem już za sobą jakiś dorobek, znałem branżę i miałem odwagę zwrócić się do Wojtka z prośbą o tekst. Nie był daleko. Mieszkał wtedy w Zakopanem, więc nagrałem taką fortepianową wersję, przyjechałem, on mówi „ładne, ładne. Napiszemy, napiszemy”. No i jak po jakimś czasie dał mi tekst... Wspaniale współgrający z muzyką, ba! moim zdaniem on tę muzykę swoją jakością przebił.

Z jednym nie sposób się zgodzić dobrze się pod Reglami pisało liryki mistrzowi Wojciechowi. Stąd tekst odwołujący się do wspomnień, do lat kiedy czas biegł wolniej, kiedy barwy i zapachy i w ogóle odczucia i uczucia były bardziej intensywne. Refleksyjny, melancholijny, w którym pojawiają się „dziewczyna z warkoczami” i „chłopak ze skrzypcami”.

I ten tekst, jak sądzę, spowodował, że Zbigniew Wodecki zmienił aranżację. Zastosował, dość rzadko spotykany chwyt. Zaczyna piosenkę od wspomnianych kotłów i symfonicznego brzmienia, ale kończy ją już kameralnie solową partią skrzypiec i towarzyszącego im fortepianu. Nagranie, jak nagranie, ale widziałem parę razy piosenkę tę wykonywaną na żywo. Moment, w którym artysta bierze do ręki skrzypce, ich dźwięk, ruchy smyczka, zarys sylwetki muzyka wywołują u widzów dojmujące przeżycia.

To tylko podkreślenie walorów tekstu – skromnie mówi kompozytor, ale śpiewam tę piosenkę do dziś i nieodmiennie czuję jak przez publiczność przebiegają ciarki, a czasami i jakaś łza się puści.

Jeszcze w tym samym 1983 r. pojechałem z tą piosenką do Pragi na festiwal OIRT (to organizacja zrzeszająca nadawców radiowo-telewizyjnych z Europy Wschodniej zwana też Interwizją – przyp. red.) troszkę się bałem, bo wydawało mi się, że to nie jest materiał na przebój, taki co to wszyscy do taktu klaszczą, albo kiwają się w rzędach, ale okazało się, konkurs wygrałem. Na poczet spodziewanej nagrody wydałem niesamowite przyjęcie w luksusowym hotelu, które... spłacałem chyba ze trzy lata. Okazało się bowiem, że jedyną nagrodą w tym konkursie była... róża.

Wróćmy na moment do tekstu. Jak mu się dokładniej przyjrzeć widać, że to także świetny materiał na duet. I zdarzało się, że jako duet był wykonywany. Najbardziej znany Zbigniew Wodecki i Halina Frąckowiak. Chociaż, chyba nie. Najbardziej znany to Zbigniew Wodecki i Tomasz Karolak. Miało być śmiesznie, takie pomieszanie stylistyk, a tu wyszedł bardzo porządny kawałek, którego brzmienie odświeżyła rockowa gitara, zaś sam aktor nadspodziewanie dobrze się sprawił. No i kolejne pokolenie poznało sentymentalny przebój z czasów młodości swoich rodziców. I o to w tej piosence chodzi[2].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard.

2. 

Halber, Adam.
Lubię wracać tam gdzie byłem, „Angora” nr 8/2010, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2010.

3. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 8/2010.