Matczyne ręce

Zgłoszenie do artykułu: Matczyne ręce

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

Pamiętasz, jakeś się u kolan matki

Papierowymi bawił żołnierzami?

Jak wiatr przez okno wpadł i zmiótł ci wojsko,

A tyś zalewał się łez strumieniami?

Koiły wtedy troski twe dziecięce

Matczyne ręce.

A później, później, gdyś już był harcerzem,

Ileż to w domu było ambarasu,

Gdyś się sposobił do pierwszej wyprawy

W daleką drogę do bliskiego lasu...

Gładziły jasne włosy twe chłopięce

Matczyne ręce.

Ty nie wiedziałeś, że o los twój troski

Często matczysko biedne ze snu budzą.

Ty nie widziałeś, jak do krwi otarte

Dla ciebie, synu, ofiarnie się trudzą,

W ciągłych kłopotach i ciągłej udręce

Matczyne ręce.

One cię zawsze przygarniały czule,

Gdyś był w chorobie, smutku lub potrzebie,

One zło wszelkie od cię oddalały,

Aż na żołnierza wychowały ciebie,

W serdecznej trosce i codziennej męce

Matczyne ręce.

A dziś samotna tęskni stara matka

Za synem strojnym w mundur wymarzony.

Pamiętaj o niej, pisz często, serdecznie.

Niech otwierając twój list upragniony

Znajdą w nich jasną swych nadziei tęczę

Matczyne ręce.

A gdy, żołnierzu, na urlop przyjedziesz,

Jako dojrzały już dziś człowiek czynu,

I matka dłonie wyciągnie ku tobie –

Przytul je mocno do ust swoich, synu,

Ze czcią największą ucałuj w podzięce

Matczyne ręce.[1]

Wariant 2

Strzałka

Pamiętasz, jakeś się u kolan matki

Papierowymi bawił żołnierzami?

Jak wiatr przez okno wpadł i zmiótł ci wojsko,

A tyś zalewał się łez strumieniami?

Koiły wtedy troski twe dziecięce

Matczyne ręce, matczyne ręce...

A później, później, gdyś już był harcerzem,

ileż to w domu było ambarasu,

Gdyś się sposobił do pierwszej wyprawy

W daleką drogę do pobliskiego lasu –

Gładziły jasne włosy twe chłopięce

Matczyne ręce, matczyne ręce...

Ty nie wiedziałeś, że o los twój troski

Często matczysko biedne ze snu budzą,

Ty nie widziałeś, jak do krwi otarte

Dla ciebie, synu, ofiarnie się trudzą,

W ciągłych kłopotach i stałej udręce

Matczyne ręce, matczyne ręce...[2]