Tańczące Eurydyki

Zgłoszenie do artykułu: Tańczące Eurydyki

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Tańczące Eurydyki

Eurydyki tańczące

Autor słów:

Rzemieniecka, Ewa[2]

Wojciechowski, Aleksander[4]

Autor muzyki:

Gaertner, Katarzyna[2]

Informacje

Może się to wydawać dziś zupełnie niewiarygodne, ale „Eurydyki Tańczące” były napisane jako piosenka big beatowa. Jacek Nieżychowski, dyrektor szczecińskiej estrady, przygotowując w 1962 r. swój Festiwal Młodych Talentów, zamówił tę piosenkę u Katarzyny Gaertner, dla swojej podopiecznej, szczecinianki, późniejszej królowej twista, Heleny Majdaniec. Byłam w Poznaniu, kiedy przedstawiono mi panią Rzemieniecką, opowiada kompozytorka. Nigdy przedtem, ani chyba nigdy potem jej nie widziałam na oczy. Przyniosła tekst, który bardzo był dziwny, nawet absurdalny i z pewnością nie młodzieżowy, ale miał coś w sobie. Sam układał się w melodię. Miał w dodatku jedną rzecz, która szczególnie mi się podobała. Ten wers, który kończy się słowem „Eurydyka”! Szczególnie to ostatnie „ka”, więc od razu mi to zabrzmiało „Eu-ry-dy-kaaaaaaaaa!” Jak się dobry wokalista napatoczy, to, to będzie brzmiało. Napatoczyła się Hela, zaśpiewała na festiwalu, piosenka przepadła.

Minął rok. W tym czasie dyrektor Estrady wrocławskiej Szymon Szurmiej poznał z sobą dwie postawne blondyny Katarzynę GeartnerAnnę German. „Jesteście zdolne dziewczyny”, miał powiedzieć, „zróbcie coś razem, a jak zrobicie, załatwię wam przesłuchanie w Warszawie w Ministerstwie Kultury i Sztuki”. Panie przygotowały repertuar, przesłuchanie przeszły na tyle pomyślnie, żeby dostać rekomendację do Polskiego Radia w sprawie nagrań. Nagrań dokonano, wśród nich były i „Eurydyki”. Teraz właściwie rozpoczęło się oczekiwanie na dalszy ciąg. Czas płynął, wydawało się, że radio zapomniało. Nie zapomniało natomiast Ministerstwo i wkrótce panie GeartnerGerman zostały, jak to się wtedy mówiło „rzucone” na Rzeszów, żeby pomóc rozruszać tamtejszą Estradę. To rozruszanie to między innymi dziesiątki koncertów w PGR-ach, wiejskich świetlicach, często w mrozie, błocie. Jak tu śpiewać o tańczących Eurydykach, kiedy z ust bucha para, albo z oddali słychać porykiwania krów? Wyleciały więc „Eurydyki” z repertuaru. Poległy na rzeszowskiej ziemi.

Tymczasem przychodzi wezwanie z Wrocławia. Dziewczyny będziecie reprezentować naszą Estradę na festiwalu w Opolu.

Anka nie bardzo chciała, opowiada Katarzyna Gaertner, tym bardziej, że dostała jakąś piosenkę napisaną w Warszawie, już nawet nie pamiętam tytułu, w każdym razie przepadła. Mimo to w następnym roku kolejne zaproszenie. Szurmiej postawił twardy warunek, tym razem robicie coś razem. No i padło na „Eurydyki”, Anka to zaśpiewała i... zaistniała. Dziwaczny, cudaczny utwór zrobił człowieka na całe życie.

I tylko nie wiadomo czy pani Kasia miała na myśli Annę German, czy także siebie. Chociaż, trzymając się tej poetyki, z Katarzyny Gaertner zrobiła chyba człowieka na całe życie piosenka o pewnej Małgośce z Saskiej Kępy, ale to już temat na inne opowiadanie.

P.S. – Dziwna ta piosenka zyskała uznanie kolejnego pokolenia artystów Piwnicy Pod Baranami. Włączył ją do repertuaru, a i nadał nowy blask, Jacek Wójcicki[2], [3].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard

2. 

Halber, Adam
Eurydyki Tańczące, „Angora” nr 49/2008, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2008.

3. 

http://www.angora.pl
Artykuł pochodzi z nr 49/2008 [odczyt: 21.01.2010].

4. 

http://zok.com.pl/strona/64_tanczace_eurydyki_2003.html
Strona internetowa Zielonogórskiego Ośrodka Kultury [odczyt: 26.07.2011].