Walczyk Warszawy

Zgłoszenie do artykułu: Walczyk Warszawy

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wszystkie walce śpiewają

O błękitnym Dunaju,

Praterze, Grinzingu i winie,

Sentymentem wiedeńskim

Oddychają i łkają

cesarska krew w żyłach ich płynie.

A ten walczyk się wyrzekł

Wszystkich węzłów rodzinnych

I dostojnych swych przodków c.k.,

A ten walczyk jest inny

I sentyment ma inny,

Chociaż walczyk i choć na trzy pas.

Ten walczyk to walczyk Warszawy,

Ten walc się urodził w Warszawie,

Po ulicach się włóczył

I Warszawy się uczył

Od królewskich łabędzi na stawie.

Zadumał się w sercu Warszawy

Nad dawnych jej dziejów pamięcią,

Westchnął cicho a szczerze

Przed Nieznanym Żołnierzem

I niziutko pokłonił się Księciu.

Melodyjnym zaklęciem

Dawne echa rozdzwonił,

Zbierał nuty na Tamce,

Kercelaku, Kanonii,

A na moście Kerbedzia

Cztery noce przesiedział,

Zasłuchany w wiślaną harmonię...

I słuchał ten walczyk Warszawy,

Upajał się każdym jej dźwiękiem,

Modlitewny ton dzwonów

Z synkopami klaksonów

Splatał w jedną serdeczną piosenkę.

Po ulicach i placach

W piruetach wirował,

Pośród ludzi przemykał na palcach,

Zbierał tony i dźwięki

I ubierał je w słowa,

Proste słowa ulicy i walca.

Czasem z wiatrem biegł naprzód,

Czasem kręcił się w kółko,

Czasem zajrzał po cichu w czyjś dom

I uśmiechy swe rzucał

Najbiedniejszym zaułkom,

Starym ludziom i dzieciom i psom.

I uczył się walczyk Warszawy

Od placu Saskiego do krańców,

U Fukiera pił wino,

Aż na Pragę popłynął,

Po Bielanach uwijał się w tańcu.

I słuchał ten walczyk Warszawy,

Rozwijał się, dźwięczniał, dojrzewał,

Z każdą chwilą radośniej,

Z każdą chwilą donośniej

Melodyjną piosenkę swą śpiewał.

Aż zabłądził raz walczyk

W kąt zaciszny Łazienek

I na pomnik Szopena

Długo patrzył przez liście,

I – nie wiedział sam czemu –

Chciał zaśpiewać i nie mógł

I rozpłakał się walczyk perliście.

I znalazł tam walczyk ton jeden,

Swój ton najpiękniejszy, choć łzawy,

Jakaś piosnka do echa

Poprzez łzy się uśmiecha...

Czy słyszycie?

To walczyk Warszawy.[1], [2], [4]