10 w skali Beauforta

Zgłoszenie do artykułu: 10 w skali Beauforta

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” mieszczący się w Krakowie, przy ul. Krakusa 7, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2015 r. poz. 2135 z późn. zm.), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.

Tytuł:

10 w skali Beauforta

Autor słów:

Kondratowicz, Janusz

Autor muzyki:

Klenczon, Krzysztof

Data powstania:

1970

Informacje

Najpierw wyjaśnijmy sobie o czym mówimy. Otóż Irlandczyk sir Francis Beaufort opracował dwunastostopniową skalę w której opisał różne stany morza. Dziesiąty stopień to: bardzo duże, przełamujące się fale o wysokości dochodzącej do 30 m, morze jest białą kipielą, widoczność ograniczona.

Nie wiem czy znał te szczegóły Janusz Kondratowicz, jedno wszakże było pewne, w czasie kiedy pisał tekst tej piosenki, pod koniec 1969 r., atmosfera w zespole Czerwone Gitary była sztormowa. Zaś sam utwór nie tyle przełamywał fale, co doprowadził do rozłamu w grupie. W każdym razie wydaje się, że z jego powodu Klenczon opuścił kolegów. Różne są hipotezy dotyczące tego wydarzenia. Ja skłaniam się do tej, którą ujawnił sam zainteresowany: były momenty, że kłóciliśmy się zaciekle, ale zawsze chodziło o sprawy repertuarowe, programowe zespołu... Czerwone Gitary miały swój utarty styl muzyczny i wszelkie eksperymenty w kierunku nowości stanowiły duże ryzyko. Swoje zamierzenia muzyczne mogłem realizować jedynie zakładając nowy zespół.

No właśnie nowości. Klenczon był bardziej gitarzystą-kompozytorem niż wokalistą. Śledził nowinki ze świata, a ta największa w tamtym czasie nazywała się Jimmi Hendrix. Kupił więc odpowiednie przystawki do wzmacniacza i zaczął takie „hendrixy” grać. Podobało mu się brzmienie, podobała mu się szorstkość artykulacji, napisał opartą na nich piosenkę. Dziś nikt nie chce przyznać jak było naprawdę. Czy koledzy utwór odrzucili, jako odbiegający od „utartego stylu muzycznego” Czerwonych Gitar, czy też Krzysztof spodziewając się reakcji wcale im kompozycji nie przedstawił (jestem za wariantem pierwszym). W każdym razie, będąc jeszcze formalnym członkiem zespołu (ale już na wylocie), nagrał go z ... muzykami sesyjnymi w styczniu 1970 r. To była pierwsza, autorska wersja tego utworu, poprzedzona, a jakże, „rzeźbionym” na gitarze wstępem wyraźnie odwołującym się do Hendrixa. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że od tej powszechnie znanej z wykonania zespołu Trzy Korony różni się ilością zwrotek. Z kronikarskiego obowiązku, również, zamieszczam treść tej później opuszczonej, bo to trudno dostępny rarytas.

Gdzieś został ciepły, cichy kąt

I brzegu kształt znajomy,

Zasnuły mgły daleki ląd –

Dokładnie z każdej strony!

Wspomina Janusz Kondratowicz. Krzysztof wiele razy opowiadał mi o swoich żeglarskich wyczynach. O tym jak zbudował swoją pierwszą łódkę, jak żeglował po jeziorach w okolicach Szczytna (tam się wychowywał – Adam Halber), że w ogóle jest pasjonatem sportów wodnych. Przyjaźniliśmy się, więc chciałem sprawić mu przyjemność i napisać taką „morską” piosenkę. W dodatku kiedyś podczas rozmowy na moje pytanie, czy nie przestraszyłby się sztormowej „dziesiątki”, odpowiedział dosyć chełpliwie, że nie. No to taki troszkę prześmiewczy tekst przyszedł mi do głowy. O bosmanie, któremu, na szczęście ta „dziesiątka” się przyśniła. Dałem mu tekst, a on, chyba, już następnego dnia zagrał mi go z muzyką.

Te żeglarskie zamiłowania Klenczona potwierdza (w książce „KlenczonRyszarda Wolańskiego) jego nauczyciel z liceum Wilhelm Szwerecki: Poznałem go jeszcze, gdy uczęszczał do szkoły podstawowej, poprzez Międzyszkolny Ośrodek Sportów Wodnych. Uczył się tam sztuki żeglarskiej. Od samego początku zauważyłem, że umiejętnie łączył żeglarstwo z muzyką, to znaczy na wszystkich biwakach, spływach, w których uczestniczył, zawsze był z gitarą. Podczas wieczornych ognisk zwykle śpiewał szanty, w wolnych chwilach komponował własne piosenki.

Nic więc dziwnego, że i ta piosenka szybko trafiła do szantowego śpiewnika (i tkwi tam do dziś), tyle, że w o wiele bardziej niegrzecznej formie. Zaczyna się tak:

Kołysał nas zachodni wiatr, brzeg był za rufą z dala

I nagle ktoś jak papier zbladł „grot nam się rozp....a”

Dalej też jest dosadnym, marynarskim językiem, ale żeby dochować wierności oryginalnym intencjom Kondratowicza, finał i tu jest zaskakujący. Bosman zaczął mówić piękną, poprawną polszczyzną.

Co by nie mówić utwór „10 w skali Beauforta” pokazał Klenczona zupełnie odmienionego, wiele obiecującego, a że jego nowy zespół Trzy Korony oczekiwaniom nie sprostał... To już temat na inne opowiadanie[2].

Bibliografia

1. Wolański, Ryszard.

2. Halber, Adam.
10 w skali Beauforta, „Angora” nr 46/2009, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2009.

3. http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 46/2009.

4. http://czerwonegitary.pl/.
Strona internetowa zespołu Czerwone Gitary [odczyt: 26.01.2016].