Ballada podwórzowa o przegranym Mussolińszczaku

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Był Mussolińszczak Benitem zwany,

odstawiał fason ważniakiem –

razem z Adolfem i faszystami

chciał zapanować nad światem.

O nim to właśnie jest ta opowieść,

bo wielka była tam draka –

kiedy przyleciał z Anglii bombowiec,

to wszystkim napędził stracha.

Żona Benicie robi rabany –

z talerzy skorupy lecą,

a dzieci płaczą: Tatuś kochany,

skończże, ach skończże z tą hecą

Benito krzyczy: Zwariuje z wamy!

Milczeć, bo zamknę do ula!

I złapał czapkie i trzasnął drzwiami

i zaraz leci do króla.

Królu, ach królu, co robić mamy,

bałagan rośnie co chwilę

wszystko w drebiezgi pójdzie z bombamy,

Churchill zabiera Cycylię.

A król go rugnął temy słowamy

i sklął jak jasna cholera –

Kiedyś, powiada, był taki cwany,

to idź się radzić Hitlera.

I zaraz za drzwi wypchnął Benita

i mówi: Żegnam się z panem.

Więc wziął przepustkie, trochie koryta –

i leci europlanem.

Adolf go słucha, widzi, że krewa,

że oś mu pęknąć gotowa –

niby całuje, niby się gniewa

i w te odzywa się słowa:

Drogi Benicie, sie nie rozczulaj,

O tobie, ach, nie zapomnę,

zabieraj wojsko, czołgi i króla

i dymaj prościutko do mnie.

Wraca Benito z nadzieją w oku,

a tu znów ogromna chryja –

nikt nie chce jechać z nim do Adolfa,

nie przetłomaczysz im nijak.

I król na niego, wojsko na niego,

żona na niego i dzieci,

wykołowały go na całego,

że nie wie sam, gdzie ma lecieć.

Wieje i wieje dniamy, nocamy,

cykorie kręcąc na pudy –

taki to koniec jest z faszystamy,

co nie słuchali się ludu[1], [2]