Chałupy welcome to

Zgłoszenie do artykułu: Chałupy welcome to

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Chałupy welcome to

Autor słów:

Orlińska, Grażyna

Autor muzyki:

Poznakowski, Ryszard

Data powstania:

1986

Informacje

Późną zimą 1985 r. Antoni Wroński, redaktor muzyczny z pierwszego programu Polskiego Radia otrzymał zadanie. Zamówić u znanych twórców przeboje na zbliżające się wakacje. To była taka długoletnia, świecka tradycja. W tym samym czasie, do trasy po polonijnych klubach amerykańskich przygotowywała się grupka polskich artystów. Gwiazdą była Irena Santor, wspomagał ją Zbigniew Wodecki, rozśmieszał publiczność Tadeusz Ross, zaś całość zapowiadał Zbigniew Korpolewski. Akompaniować miało duo Doubletone, czyli Ryszard Poznakowski z żoną. Zapraszał słynny impresario Jan Wojewódka. Miał życzenie, żeby artyści przygotowali nowe piosenki, tak, żeby można było zapowiadać, że oto widzowie mają do czynienia ze światową premierą.

Poznakowski postanowił pożenić te dwie okoliczności i napisać piosenkę premierową i wakacyjną zarazem. Takie „dwa w jednym”. Ponieważ czasy były „przaśne”, opowiadał, wpadłem na pomysł, żeby napisać utwór, który będzie w kontrze, do otaczającej nas, niewesołej rzeczywistości. Zespoły rockowe kontestowały, Olewicz pisał ponure teksty, Mogielnicki wieścił „Mniej niż zero”, a ja pomyślałem sobie, że przydałby się „Bahama Mama luz i jesteśmy w Acapulco”.

Tu dochodzimy do współsprawczyni całego zamieszania, wrażliwej, lekko zakompleksionej poetki Grażyny Orlińskiej. Została polecona Poznakowskiemu przez zaprzyjaźnioną piosenkarkę.

– Słuchaj – powiedziała – jest znakomita poetka, pisze świetną poezję, trzeba to wykorzystać, bo to powinno ujrzeć światło dzienne.

Spotkaliśmy się, wspomina kompozytor, pokazała mi te swoje wiersze, ale żaden mi się nie podobał. Było w nich jednak coś, co dla piosenki jest najważniejsze. Każdy wers musi być zamkniętą całością, musi zawierać zamknięty ładunek emocjonalny. A ona umiała tak pisać. Powiedziałem jej wprost, „to jest niekomercyjne, to się nie sprzeda. Napisze pani utwór o plaży nudystów w Chałupach, proszę pani”. Wrażliwa ta artystka spojrzała na mnie jakbym to jej kazał rozebrać się na plaży w Chałupach, ale ciągnę dalej, „niech się pani nie boi, proszę to napisać i przestrzegam, będę się upierał przy każdym słowie”. Ponieważ ją zamurowało, ciągnąłem dzielnie, „utwór ma mieć układ klasyczny, czyli canto-refren, tekst ma mieć postać sześciowiersza”.

Poetka zrozumiała zlecenie aż za dobrze. Zadzwoniła do Poznakowskiego następnego dnia rano i powiada:

– Ponieważ teraz dobrze się sprzedają w polskich piosenkach amerykanizmy, a pan oczekuje komercyjnego tekstu, to wymyśliłam na razie tytuł: „Chałupy welcome to”.

Na to Poznakowski:

– Ale to jest niegramatyczne.

A pani Grażyna, która wyraźnie przez noc nabrała śmiałości:

– Nie szkodzi. Właśnie o to chodzi.

Po trzech dniach telefonicznych konsultacji tekst był gotowy. I zaczął mącić kompozytorowi w głowie. Apogeum mącenia miało miejsce pewnej brydżowej nocy w Aninie, a właściwie po powrocie do domu z wygraną sumą „coś, z osiem czterdzieści”. Brydż, brydżem, a tu nutki niczym dobre karty ułożyły się Poznakowskiemu w melodię, którą o czwartej nad ranem zapisał.

Zadowolony nie mógł doczekać się rozpoczęcia prób przed wyjazdem do Stanów. Kiedy wreszcie do nich doszło przyszedł do Ireny Santor i powiada:

– Mam świetną, premierową piosenkę na Amerykę.

Pani Irena wysłuchała, lekko się spłoniła, wreszcie powiedziała coś w rodzaju:

– Tak, to dobre, ale raczej nie w moim stylu.

Na to Zbyszek Wodecki:

– Ale ja to chętnie zaśpiewam.

Podkłady nagrano w radio, Wodecki przyjechał na chwilę z Krakowa, nagrał głos i partię trąbki, chórki miały zaśpiewać Alibabki. I wtedy Poznakowski doznał kolejnego olśnienia. Nie będziecie śpiewały zwykłych chórków, zróbcie mi klimat wesoło bawiących się ludzi – zarządził.

Koło Wielkanocy trupa udała się za Ocean. Tournée przedłużyło się do pół roku, nieświadomi niczego Poznakowski i Wodecki niepotrzebnie męczyli się dla dolarów. W Polsce codziennie, w radio, telewizji, dyskotekach grano „Chałupy”. Tu mogli zarobić więcej i przyjemniej. Byli pożądanymi, choć nieobecnymi gwiazdami.

Ryszard Poznakowski i Grażyna Orlińska chcieli pójść za ciosem i napisali potem dość podobny utwór zatytułowany Szal_by_Night, ale nie dorównał on popularnością powtarzanemu każdych wakacji refrenowi „Chałupy welcome to”[2].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard.

2. 

Halber, Adam.
Chałupy welcome to, „Angora” nr 39/2008, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2008.

3. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 39/2008.