Zgłoszenie do artykułu: Fleciki

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” mieszczący się w Krakowie, przy ul. Krakusa 7, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2015 r. poz. 2135 z późn. zm.), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.

Tytuł:

Fleciki

Autor słów:

Kayah

Autor muzyki:

Pszona, Krzysztof

Sojka, Filip

Data powstania:

1995

Informacje

Dopiero na drugim roku studiów w katowickiej Akademii Muzycznej Krzysztof Pszona i Filip Sojka, mogli zrealizować swój plan założenia grupy. Chcieli grać jazz, ale albo zupełnie na „ostro”, albo balladowo, spokojnie. Co stało na przeszkodzie? Brak perkusisty. Na szczęście przyjęto na pierwszy rok chłopaka, który idealnie pasował do tego co chcemy robić – mówi Filip Sojka. Nazwali swój zespół KGB, jak zrozumiałem troszkę dlatego, że tak jak we wszystkich służbach specjalnych występują zły i dobry policjant, tak i w ich muzyce raz ostro, raz łagodnie. Poza tym – śmieje się Filip, członkiem naszego zespołu był autentyczny Rosjanin. Szło dobrze. Nagroda na festiwalu Jazz Juniors w 1993 r., klubowe koncerty, materiał na debiutancką płytę, no ale z jazzu trudno wyżyć, więc chłopcy przyjmowali i bardziej komercyjne propozycje. Na przykład od toruńskiego barda Mariusza Lubomskiego.

Graliśmy z Mariuszem w szczecińskim klubie „Słowianin” – opowiada Filip Sojka, razem z nami występował Atrakcyjny_Kazimierz. Panowie się znali, bo przecież obaj z Torunia, więc grupy się zintegrowały. U Kazimierza występowała Kasia – późniejsza Kayah. Nie tylko śpiewała chórki, ale jeśli tak można powiedzieć, była integralną częścią występu. No i zgadało się, że ona chciałaby zacząć robić coś własnego. A my, wtedy wygrywający wszystkie konkursy, mieliśmy głowy w chmurach, „wiatr w żaglach”, więc ośmielony sukcesami zaproponowałem

– przyjeżdżaj do nas do Katowic, ja ci złożę taki zespół, jakiego jeszcze nie miałaś.

– Tak? Z niedowierzaniem odpowiedziała Kasia.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy za dwa dni zadzwoniła i przyjechała do nas do tych Katowic.

To były czasy, kiedy śpiewałam koncerty z RepublikąGrzesiek Ciechowski namawiał mnie na solowy projekt. Uważał, że dojrzałam już do pracy na własne nazwisko – opowiada Kayah. Po cichu myślałam o tym, przygotowywałam nawet, na razie do szuflady, piosenki na pierwsza płytę. Po spotkaniu z KGB byłam zauroczona ich muzyką, ich stylem, więc kiedy zaproponowali mi opatrzenie tekstem ich kompozycji i zaśpiewanie jej na ich płycie, bardzo się ucieszyłam.

Bowiem Sojka z Pszoną napisali utwór, który lekko wymykał się z jazzowej konwencji i choć grali głównie kawałki instrumentalne, postanowili, że na próbę nagrają też piosenkę. Kayah twierdzi, że to miał być jedyny śpiewany utwór, Filip wspomina, że nagrywali także z Andrzejem KrzywymDeMono. Dziś już nikt tego nie sprawdzi, bowiem płyta… nigdy się nie ukazała. Projekt był już właściwie skończony, ale ja wyjechałem na pół roku grać na statku. Kiedy wróciłem zdałem sobie sprawę, że z tym jazzem to my daleko nie zajdziemy, poza tym ta pierwsza próba z Kasią była bardzo obiecująca. No i była już ta piosenka, wydawało nam się, że to może być dobry „strzał”. Materiał na przebój.

Pierwsze próby, ale już w dosłownym sensie odbywały się w warszawskim mieszkaniu wokalistki. Kiedy zaczął się już wykluwać kształt płyty przeniesiono się do Katowic. Kayah zamieszkała (może nawet nielegalnie?) w akademiku, pracowano w salach Akademii Muzycznej.

Wszystkie piosenki wyszły spod ręki Kasi, z wyjątkiem tej jednej, skomponowanej przez liderów KGB. Kayah napisała tekst, w którym nie ma żadnego odniesienia do tytułu, który brzmi Fleciki. O co chodzi, z tym tytułem?

Długo nie wiedzieliśmy jak ją nazwać – mówi autorka. Natomiast kiedy pracuje się nad utworami, to powstają robocze tytuły, nieraz irracjonalnie zupełnie niezwiązane z tekstem i przekazem treści. Tym razem tak się stało, że zainspirował nas instrument rozpoczynający piosenkę. Melodia była grana na elektronicznym saksofonie, ale brzmiała jak fleciki.

Nie da się ukryć, że sam tekst jest mocno poruszający, zresztą Kayah ma tendencje do takich klimatów. Kto pamięta jej „Córeczkę”, ten wie, co mam na myśli. Skąd taki nastrój? Wiele moich tekstów pisałam pod wpływem polskiej poezji – powiada. Tutaj inspiracją był wiersz Małgorzaty Hillar. Nawet zapożyczyłam z niego frazę „to słońce, które odeszło, nie wróci”, trochę tylko ją zmodyfikowałam. Nastrój tego wiersza spowodował, że przyszedł mi do głowy, mój ulubiony początek „ból znaczy tak długo, a takie krótkie to słowo”.

W 1995 r. ukazała się płyta zatytułowana Kamień. Jak zwykle trzeba było wybrać utwór na singla. Pierwszy (Jak liść) nawet trafił do pierwszej piątki listy przebojów Trójki, drugi (Nawet deszcz) ledwie zmieścił się w trzeciej dziesiątce. Płyta rozchodziła się marnie i tylko determinacji Marka Kościkiewicza, szefa wytwórni Zic-Zac, należy zawdzięczać, że, choć złośliwi nie dawali wielkich szans, spróbowano jeszcze raz. Fleciki okazały się superprzebojem, zaś cały album sprzedany w 60 tysiącach egzemplarzy zyskał status Złotej Płyty[2].

Bibliografia

1. http://kayah.pl.
Oficjalna strona internetowa Kayah [odczyt: 05.02.2013].

2. Halber, Adam.
Fleciki, „Angora” nr 38/2013, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2013.

3. http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 38/2013.