Hej, tam w karczmie

Zgłoszenie do artykułu: Hej, tam w karczmie

Przyjmuję do wiadomości, że Administratorem moich danych osobowych jest Centrum Kultury Podgórza w Krakowie, z siedzibą: ul. Sokolska 13, 30-510 Kraków, e-mail: sekretariat@ckpodgorza.pl. Moje dane osobowe będą przetwarzane w celu przygotowania i przekazania odpowiedzi na przesłaną przeze mnie wiadomość. Więcej informacji na temat ochrony danych osobowych znajduje się tutaj: polityka prywatności.

Wariant 1

Strzałka

Hej, tam w karczmie za stołem, siadł przy dzbanie

Jan stary, otoczyli go kołem on tak mówił do wiary:

Już mówiłem wam nieraz, że dziś zuchów jest mało;

Wiara bracia, źle teraz, dawniej lepiej bywało.

Za mych czasów to słynął kum Bartłomiej Głowacki,

Od Moskali on zginął, oj to Krakus był gracki!

Bo czy w karczmie, czy w domu, czy to taniec, wesele,

Nie dał bruździć nikomu, wszędzie sam był na czele.

Gdy na wojnę zwołali wiarę z naszych powiatów,

Myśmy bili Moskali bez pomocy magnatów,

Po szeregach jaśniały ferezyje, czapeczki,

Do każdego się śmiały, kieby łanie dzieweczki.

A Bartosz nad wszystkimi jaśniał jako dąb wspaniały.

Bo w krakowskiej też ziemi nikt nie dorósł mu chwały!

Raz pamiętam, z wieczora w Racławicach stojewa:

Wtem coś błyśnie zza bora, i Moskali widziewa.

Gdy Kościuszko ich zoczył, kazał bębnić na bitwę;

Wtem Głowacki poskoczył a miał kosę jak brzytwę

Hań za borem armaty broni oddział kozacki,

Poczekajta, psubraty! krzyknął Bartosz Głowacki.

Jak wziął machać, wywijać, my też obces na wrogi,

Dalej rąbać, zabijać, aż Moskale het w nogi!

I przez rowy, przepaście uciekali jak wściekli;

Myśmy armat dwanaście do Kościuszki przywlekli.

Gdy się zeszli wodzowie, Bartka szczerze witali,

I pili jego zdrowie, i serdecznie ściskali.

Ja mówiłem wam nieraz, że dziś zuchów już mało;

Wiara bracia, źle teraz, dawniej lepiej bywało.[1], [4]

Wariant 2

Strzałka

Hej, tam w karczmie za stołem

Siadł przy dzbanie Jan stary.

Otoczyli go kołem,

On tak mówił do wiary:

Ja mówiłem wam nieraz,

Że dziś zuchów już mało,

Wiara, bracia, źle teraz,

Dawniej lepiej bywało.

Za mych czasów to słynął

Kum Bartłomiej Głowacki:

Od Moskali on zginął, –

Oj, to Krakus był gracki!

Bo czy w karczmie, czy w domu,

Czy to taniec, wesele,

Nie dał bruździć nikomu,

Wszędzie sam był na czele.

Jak na wroga zwołali

Wiarę z naszych powiatów,

Myśmy bili Moskali

Bez pomocy magnatów.

Po szeregach jaśniały

Kierezyje, czapeczki,

Do każdego się śmiały

Kieby łanie, dzieweczki.

A Bartos nad wszystkimi

Jaśniał jak dąb wspaniały,

Bo w krakowskiej też ziemi

Nikt nie dorósł mu chwały!

Raz pamiętam z wieczora

W Racławicach stoimy, –

Wtem coś miga zza bora

I Moskali widzimy.

Jak Kościuszko ich zoczył,

Kazał bębnić na bitwę, –

Wtem Głowacki poskoczył,

A miał kosę, jak brzytwę.

Hań za borem armaty

Bronił oddział kozacki, –

„Poczekajcie, psubraty!”

Krzyknął Bartos Głowacki.

Jak wziął machać, wywijać, –

My też obces na wrogi, –

Dalej ranić, zabijać,

Aż Moskale het w nogi!

Het, przez pola, przepaście

Uciekali, jak wściekli, –

Myśmy armat dwanaście

Do Kościuszki przywlekli.

Jak się zeszli wodzowie,

Bartosa przywitali

I pili jego zdrowie

I serdecznie ściskali.

Ja mówiłem wam nieraz,

Że dziś zuchów jest mało, –

Wiara, bracia, źle teraz,

Dawniej lepiej bywało! –

Gdy to wyrzekł Jan stary,

Zapał w oczach mu błysnął,

Wspomniał sobie wiek jary,

Starą kosę uścisnął...

Młodzież kubki nalała,

Wychyliła je duszkiem, –

Oto zuchy! – Krzyczała –

Nasz Głowacki z Kościuszkiem![2], [3]

Wariant 3

Strzałka

Hej tam w karczmie za stołem

siadł przy dzbanie Jan stary,

otoczyli go kołem,

on tak prawił do wiary:

„Ja mawiałem wam nieraz,

że dziś zuchów już mało,

wiara bracia, źle teraz,

dawniej lepiej bywało.

Za mych czasów to słynął

kum Bartłomiej Głowacki,

od Moskala on zginął –

z niego chłopak był chwacki.

Bo czy w karczmie, czy w domu,

czy to taniec, wesele,

nie dał bruździć nikomu,

wszędzie sam byt na czele.

Jak na wroga zwołali

wiarę z naszych powiatów,

myśmy bili Moskali

bez pomocy magnatów.

Po szeregach jaśniały

kierezyje, czapeczki,

do każdego się śmiały

kieby łanie – dzieweczki.

A Bartosz nad wszystkimi

jaśniał, jak dąb wspaniały,

bo z krakowskiej tej ziemi

nikt nie dorósł mu chwały.

Raz pamiętam z wieczora

w Racławicach stoiewa;

coś się czerni zza bora

i Moskali widziewa.

Kiej Kościuszko ich zoczył,

kazał trąbić na bitwę.

Wtem Głowacki wyskoczył,

a miał kosę jak brzytwę.

Hań za borem harmaty

bronił oddział kozacki:

‘Poczekajta, psubraty’

krzyknął Bartosz Głowacki.

Kiej wziął machać, wywijać,

my też obces na wrogi.

Dalej ranić, zabijać,

aż Moskale het, w nogi.

I przez rowy, przepaście

uciekali jak wściekli:

myśmy harmat dwanaście

do Kościuszki przywlekli.

Jak się zeszli wodzowie,

to Bartosza witali,

pili jego też zdrowie

i serdecznie ściskali.

Ja mawiałem wam nieraz,

że dziś zuchów już mało,

wiara bracia, źle teraz,

dawniej lepiej bywało”.

Gdy to wyrzekł Jan stary,

zapał w oczach mu błysnął,

wspomniał sobie zuch jary,

starą kosę uścisnął.

Młodzież kubki nalała,

wychyliła je duszkiem.

„Niechaj żyje – krzyczała –

nasz Głowacki z Kościuszkiem”.[5]

Bibliografia