Wielka radość w Warszawie

Zgłoszenie do artykułu: Wielka radość w Warszawie

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Wielka radość w Warszawie

Autor słów:

Gałczyński, Konstanty Ildefons

Autor muzyki:

Żyliński, Romuald

Data powstania:

1953

Informacje

22 lipca 1953 r., a więc równo sześćdziesiąt lat temu, oddano warszawiakom po odbudowie pierwszą część Starego Miasta. To co, że uleciała magia starych murów, kamieniczki pokryto świeżym tynkiem i farbą, chodziło o to, żeby odtworzyć miejsca ważne dla historii miasta, szczególne tej najnowszej toczącej się podczas walk Powstania Warszawskiego. Na tle Starówki toczyły się akcje filmów, ot choćby Przygody na Mariensztacie, czy Małżeństwa z rozsądku. Opiewano ją w piosenkach (Pójdę na Stare Miasto, Kamienne_schodki) i wierszach wielkich poetów.

Dzisiejsza opowieść dotyczy piosenki, która choć była wielkim przebojem, nie ostała się w pamięci słuchaczy, nie jest przypominana w nowych wersjach, a i, jak inne z tamtego okresu obrosła złą legendą propagandy socrealizmu. Jednak ze względów rocznicowych, udziału znanych bohaterów tej historii, a także z poczucia lekkiej potrzeby jej odkłamania, zdecydowałem się ją opowiedzieć.

Po wojnie władza mobilizowała Polaków hasłami. Jednym z nich było „Cały Naród Buduje Swoją Stolicę”, a jednym z pierwszych symboli tej odbudowy była warszawska Starówka. Zostawmy to, jakim kosztem tę Starówkę odbudowywano, jak rozbierano inne, na ogół poniemieckie starówki, żeby zyskać cegłę na tę warszawską, jak niewolniczo i w jakich warunkach pracowały hufce Służby Polsce. W wypowiedziach twórców tamtej epoki zawsze można spotkać wyznania typu: byliśmy młodzi, pragnęliśmy normalności po okropieństwach wojny, pisaliśmy nasze rzeczy nie ku chwale ówczesnej władzy, a dlatego, że rozpierała nas szczera radość. Pewnie dużo w tym prawdy, ale prawdą też jest, że władza tę radość skwapliwie wykorzystywała dla swoich propagandowych celów. A zauważyć trzeba, że owa radość rozpierała i najtęższych twórców epoki. Weźmy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Na początku lat pięćdziesiątych był on związany z „Przekrojem”, gdzie bodaj na ostatniej stronie, co tydzień, drukował okolicznościowe strofy.

Nasza opowieść zaczyna się w dniu, w którym kompozytorowi Romualdowi Żylińskiemu wpadł w ręce numer gazety z wierszem zatytułowanym niewyszukanie „Wielka radość w Warszawie, bo Starówka znów stoi”.

W 1953 r. pracowałem w Szczecinie, opowiada. Dyrektorem tamtejszej estrady, zwanej Artosem, był Janusz Cegiełła. Ściągnął mnie tam do pomocy. Byłem kierownikiem muzycznym, konsultantem, pianistą, dawaliśmy z żoną występy, robiło się wszystko. No i tam zobaczyłem w „Przekroju” ten tekst Gałczyńskiego. Przeczytałem i pomyślałem: taki tekst, toż to sama muzyka, wystarczy podłożyć akordy. Poszedłem z tym do Cegiełły, a ten mówi „Rób to! Może jako walczyk?”. Zajęło mi to niewiele czasu, ale trzeba było dostać zgodę Mistrza na publikację. Zdobyłem jego telefon, dzwonię mówię co i jak, a on na to

– Jak pan będzie w Warszawie, proszę do mnie wpaść.

Krótko potem istotnie wybierałem się do ZAIKS-u, więc wprost z nocnego pociągu, gdzieś tak ósma – dziewiąta, zjawiam się w domu Gałczyńskiego, otwiera służąca, przedstawiam się, mówię w jakiej sprawie, a ona na to:

– Mistrz jeszcze śpi.

No więc ja jeszcze raz tłumaczę, że Mistrz na mnie czeka, że sam prosi o spotkanie, że wspólna piosenka. Poszła i go obudziła. Wychodzi zaspany poeta w pidżamie, zaprasza do gabinetu, ja z nutami w rękach oglądam się za jakimś instrumentem, żeby przedstawić utwór, a Mistrz zwraca się do mnie słowami, które będę pamiętał do końca życia

– To co? Po koniaczku?

Koniak wypili, instrumentu nie było, pytany o to jak w końcu przedstawił pan Żyliński Gałczyńskiemu piosenkę, daje odpowiedź najbardziej oczywistą

Zaśpiewałem!

Nie chcemy nawet sobie wyobrażać cóż to były za śpiewy, bo może wcale nie było tak, jakby się mogło wydawać. W każdym razie w tych okolicznościach Mistrz piosenkę pobłogosławił, Romuald Żyliński zaniósł ją do Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, wydano nuty, te trafiły do Polskiego Radia, gdzie pięknie piosenkę nagrał Mieczysław Fogg (chyba najbardziej do tego powołany. Brał przecież udział w Powstaniu Warszawskim i wśród zrujnowanych, i dopalających się kamieniczek, nierzadko pod ostrzałem koncertował „ku pokrzepieniu” powstańców), a po latach także Alibabki.

A Starówka wciąż stoi[2], [3].

Bibliografia

1. 

To idzie młodość: śpiewnik jednogłosowy, s. 57, 58.

2. 

Halber, Adam.
Wielka radość w Warszawie, „Angora” nr 30/2013, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2013.

3. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 30/2013 [odczyt: 28.02.2014].