Co ja w tobie widziałam

Zgłoszenie do artykułu: Co ja w tobie widziałam

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Co ja w tobie widziałam

Autor słów:

Konopiński, Lech

Autor muzyki:

Kukulski, Jarosław

Data powstania:

1970

Informacje

Jarosław Kukulski po skończeniu poznańskiego konserwatorium dostał poważną propozycję. Etat w orkiestrze symfonicznej w Zielonej Górze. Czy jednak w erze rozszalałego big beatu dwudziestoczteroletni chłopak może się poświęcić wyłącznie muzyce Bacha czy Mozarta? Skąd? Toteż niejako obok, po godzinach, grał w założonym przez siebie zespole rockowym o nazwie Waganci. Mieli ambicje zmierzające w stronę ciężkiego brzmienia w stylu Cream, albo Yardbirds. I pewnie przeszli by do historii jako pionierzy polskiego hard rocka, gdyby nie firma, która otoczyła ich opieką. W dyrekcji Estrady Zielonogórskiej, bo pod jej skrzydłami działali Waganci, zażyczono sobie, by zespół miał wokalistkę. Najlepiej nie tylko utalentowaną, ale i urodziwą. Przeprowadzono, jak byśmy dziś powiedzieli, casting. Wtedy nazywało się to przesłuchanie.

Miało ono miejsce w Poznaniu w 1969 r. Przyszło wiele dziewcząt, wspomina Kukulski, ale jedna z nich zwróciła moją szczególną uwagę. Jeszcze zanim zaśpiewała. Była bardzo atrakcyjna. Szczupła, zgrabna, wysoka. I choć były i inne nie mniej ładne, to jakoś tak mi się wydało, że ta by nam się nadała. Ale choć byłem kierownikiem zespołu, nie chciałem chłopakom niczego narzucać. Okazało się jednak, już po przesłuchaniu, że nie mają wątpliwości. Solistką zostanie Ania.

Jak się zapewne Państwo domyślają, tą dziewczyną była Anna Szmeterling, wkrótce znana jako Anna Jantar. Zadania nie miała łatwego, wspomina pan Jarek, pisałem wtedy ostre, może i trochę udziwnione kawałki, w których „czadu” było dużo, ale melodii mało.

Anegdota opowiada, że kiedy dziewiętnastoletnia Ania miała wyjechać w pierwszą trasę koncertową, do autobusu odprowadziła ją babcia. Wybrała młodzieńca, który wyglądał jej na najbardziej odpowiedzialnego i poprosiła go o opiekę nad wnuczką. Traf chciał, że owym młodzieńcem był Jarek Kukulski, który tak bardzo przejął się życzeniem babci, że wkrótce zamieszkał z podopieczną. Szczęście gościło w ich poznańskim mieszkaniu. Zresztą nie tylko szczęście. Wpadali znajomi i przyjaciele, bo dom był otwarty i życzliwy.

Któregoś dnia wpadł Lech Konopinski. Dziennikarz, satyryk, poeta. Rozpoczęły się przekomarzanki. Zniewalająca uroda gospodyni skłoniła go do zadania pytania:

– Właściwie to co ty w nim widziałaś

Na to Ania, ze śmiechem:

– No właśnie, co ja w tobie widziałam?

– Słuchajcie, to jest świetny pomysł na piosenkę, oświadczył Konopiński. I jak stali, tak przystąpili do pracy. Kukulski zagrał parę akordów, chwyciło, poeta naprędce ciągnął wątek i tak w kilkanaście minut powstał refren piosenki.

Wtedy, nagle, Jarek Kukulski zdał sobie sprawę z tego, że jest w stanie napisać przebój.

Wiedziałem, że dla Ani trzeba napisać coś melodyjnego, mówi kompozytor.

Coś co by podkreślało jej naturalną kobiecość, delikatność, ale nie miałem takich doświadczeń. Inna rzecz, że do tamtego czasu nie musiałem takich piosenek komponować. Przełom nastąpił tamtego wieczoru, okazało się, że dziewczyna, miłość, szczęście wydobyły ze mnie ukryte możliwości.

Powstał utwór dość eklektyczny. Postbeatlesowska harmonia zderzała się z ostrą rockową gitarą by za chwilę słodki głos wokalistki, miał spleść się z miękkim brzmieniem oboju (Kukulski jest oboistą, nic więc dziwnego, że sięgnął po ten instrument). Do tego soulowa sekcja dęta. Wyszło dwa w jednym. Jak by powiedział kompozytor „melodyjny czad”.

Utwór nagrano dla radiowego „Studia Rytm” i rozpoczęło się szaleństwo. Bywały dni, że piosenka pojawiała się kilkanaście razy na antenie. Wygrała wszystko co było do wygrania, od plebiscytu 17-tu rozgłośni, poprzez listę przebojów „Studia Rytm”, po „Piosenkę roku 1970”.

Niestety impet z jakim ,prowincjonalni w końcu, Waganci, zdobyli Polskę, zwiastował nieuchronny koniec istnienia grupy. Melodyjne przeboje, dalece odbiegały od gustów jej członków. Z kolei kompozytor, który odkrył w sobie talent do pisania wpadającej w ucho muzyki i jednocześnie znakomitą tej muzyki odtwórczynię, stracił zainteresowanie bitowym zespołem. Coś się skończyło, ale i coś zaczęło. Wielka kariera piosenkarki Anny Jantar i kompozytora Jarosława Kukulskiego[2].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard.

2. 

Halber, Adam.
Co ja w tobie widziałam, „Angora” nr 4/2010, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2010.

3. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 4/2010.