Na prawo most, na lewo most

Zgłoszenie do artykułu: Na prawo most, na lewo most

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Na prawo most, na lewo most

Autor słów:

Kołaczkowska, Helena

Autor muzyki:

Gradstein, Alfred

Informacje

Walczyk nadwiślański[3].

Od dwóch tygodni w godzinach szczytu pół Warszawy stoi. Powód, wyłączenie z ruchu mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Wściekłym kierowcom i pasażerom, przypomnę, że był czas, gdy otwarciu przeprawy poświęcono piosenkę, jeden z największych przebojów PRL-u, a w nim słowa: „...tu Marszałkowska, tu Trasa Wuzet, Krakowskie Przedmieście i tunel i wnet. Na prawo most, na lewo most, A dołem Wisła płynie”. Czy ktoś napisze nową po remoncie? Wątpię. No to zajmijmy się tą starą.

W 1947, albo nawet w 1948 r. poetka Helena Kołaczkowska udała się wraz z mężem do Zakopanego. Towarzystwo było miłe, a czas taki, że chciało się zapomnieć o okropieństwach wojny. Jak się zaraz okaże, nie było to takie proste. Siedziałam ze znajomą w „Europejskiej” na Krupówkach, wspomina pani Helena, kiedy w pewnym momencie ona mówi: „Proszę się dyskretnie obejrzeć, tam siedzi Śmierć”. Spojrzałam w tym kierunku i zobaczyłam mężczyznę wychudzonego ponad miarę. Czaszka obciągnięta żółtawą skórą, usta w jakimś grymasie i  płonące, czarne oczy. Jednocześnie było w nim coś poruszającego, jakaś nieprzeciętna wrażliwość, duchowość. „To musi być artysta”, pomyślałam.

Tego samego dnia po południu organizowano wycieczkę na Gronik. Kiedy już wszyscy usadowili się na pace ciężarówki, a samochód miał ruszać, ukazał się spóźniony pasażer. Okazał się nim być ów tajemniczy Człowiek-Śmierć. Czarny kapelusz z wielkim rondem, obszerny płaszcz, tylko potęgowały przedpołudniowe wrażenie. Kiedy towarzystwo dotarło na miejsce i podano herbatę, mąż pani Heleny zaproponował:

– Jest tu fortepian, zaśpiewaj może państwu kilka swoich piosenek.

Popis spotkał się z aplauzem słuchaczy, ale także z zainteresowaniem tajemniczego nieznajomego. Tak Helena Kołaczkowska poznała Alfreda Gradsteina. To był bardzo wykształcony człowiek, wspomina. Pochodził z Częstochowy, ukończył warszawskie konserwatorium, przed wojną ożenił się z Francuzką i wyjechał do Paryża. To w pewnym sensie uratowało mu życie. Jako Żyd ożeniony z Francuzką nie trafił do Oświęcimia, a do jakiegoś miejscowego obozu, gdzie żona nawet mogła go odwiedzać. Mimo to, kiedyśmy się poznali, był bardzo schorowany i musiał brać insulinę. Podczas tego pierwszego spotkania okazało się, że oboje mieszkamy w Warszawie, w związku z tym zaproponował, że nauczy mnie aranżowania moich utworów, tak żebym mogła samodzielnie je zapisywać.

Państwo umówili się, że po powrocie do stolicy zdzwonią się w sprawie spotkania. Miało się ono okazać brzemienne w skutkach. Jak można się spodziewać było bardzo miło, Helena Kołaczkowska przyniosła parę swoich tekstów, gospodarz pochwalił, nawet zaproponował:

– A może byśmy tak razem coś napisali?

– Ale co?

I wtedy usiadł do fortepianu i zagrał parę dźwięków:

– No co ja mogę do tego napisać? – Odpowiedziała autorka. I rzuciła „na rybkę”: „Na prawo most, na lewo most”.

– Dobrze. Piszemy dalej.

Rozpoczął się niebywały wieczór. Dość powiedzieć, że praca trwała przez dwanaście godzin bez przerwy. Mąż pani Heleny i siostra kompozytora donosili kanapki oraz herbatę, aż gotowe były zwrotki wraz z refrenem. Całość tekstu została dokończona w ciągu kilku dni. Piosenka wydała się chwytliwa i na czasie. I wbrew późniejszym opiniom wcale nie propagandowa. Myśmy byli tak szczęśliwi, mówi pani Helena, że się Warszawa odbudowuje, że domy rosną, ż tu jest nowy dach, tu powstał nowy sklepik, tam odgruzowano jakąś ulicę i można przejść. Wy nie możecie sobie tego wyobrazić.

My może nie, ale ówcześni czytelnicy warszawskiej popołudniówki „Ekspresu Wieczornego” tak. W konkursie przyznali co prawda piosence trzecie miejsce, ale i tak „Na prawo most, na lewo most” przeszła do legendy. Warto przypomnieć, że jej pierwszą wykonawczynią była młodziutka Janowska_Alina. A potem posypały się różne wersje, najbardziej znana Chóru Czejanda, ale także duetu Rinn-Czyżewski, Ireny Santor, Chóru Polskiego Radia z Danielą Ogłazą. W Związku Radzieckim doczekała się trzech różnych przekładów (nie mających wiele wspólnego z polskim tekstem), podobnie było z tłumaczeniem na angielski. To po prostu uroczy, stylowy walczyk. Mógł się podobać bez związku z mostami.

Teraz znów wywołuje westchnienie za wygodą przedostania się na drugi brzeg. A dołem Wisła płynie[4].

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard.

2. 

Śpiewnik „Iskier”: pieśni i piosenki na różne okazje, s. 110, 111.

3. 

Niech rozbrzmiewa wolny śpiew: śpiewnik, s. 50–53.

4. 

Halber, Adam.
Na prawo most, na lewo most, „Angora” nr 14/2009, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2009.

5. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 14/2009.

6. 

Na prawo most, na lewo most: na kwartet akordeonowy.

Finansowanie

Zrealizowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.