W tym domu straszy

Zgłoszenie do artykułu: W tym domu straszy

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” mieszczący się w Krakowie, przy ul. Krakusa 7, zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (tekst jedn.: Dz. U. z 2015 r. poz. 2135 z późn. zm.), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.

Tytuł:

W tym domu straszy

Autor słów:

Kuryło, Andrzej

Autor muzyki:

Nowacki, Aleksander

Data powstania:

1975

Informacje

Na początku 1975 r. od zespołu Homo Homini odszedł członek-założyciel, utalentowany kompozytor Waldemar Domagała. Kończył studia na wydziale architektury i z tą dziedziną wiązał przyszłość. Wraz z odejściem Waldka kończył się okres folk-rockowy, a decydujący wpływ na repertuar zyskał Aleksander Nowacki. Zachowano wszakże dość oryginalny, pozbawiony perkusisty, trzyosobowy skład zespołu. Jak tu w dobie szalejącej muzyki disco i glam rocka pisać przeboje na taki skład? Nowacki kombinował, kombinował i wykombinował. Pierwszy, jeszcze niedoskonały efekt owego kombinowania można było usłyszeć już na debiutanckiej płycie grupy, przybrał on postać piosenki zatytułowanej Drzewo świata. Była utrzymana w stylu, który od biedy można nazwać reggae. Za bardzo się ten „kulawy” rytm kolegom nie spodobał, ale teraz nie dość, że kompozytor zgłębił tajniki gatunku, to jak się powiedziało miał znaczący wpływ na styl Homo Homini.

Nagłe i niespodziewane odejście lidera nastąpiło w bardzo krytycznym okresie. Otóż zespół otrzymał zaproszenie do udziału w festiwalu opolskim. W ciągu kilku miesięcy trzeba było znaleźć trzeciego muzyka, śpiewającego gitarzystę i napisać chwytliwą piosenkę.

Miałem wtedy dobry okres, wspomina Aleksander Nowacki. Pisało mi się dobrze i dużo. To prawda, strasznie kołysały mnie te jamajskie rytmy, ale wydawały się tak egzotyczne, tak odległe od tego co zna polska publiczność. Zdaje się, że nie używano u nas jeszcze wtedy pojęcia „reggae”. Pomysł na początku absurdalny, zaczął mi się wydawać z biegiem czasu coraz bardziej atrakcyjny. A może właśnie zaskoczyć? Może zagrać coś z „innej bajki”? Może chwyci? Napisałem muzykę i zanim pomyślałem o autorze tekstu, autor sam zgłosił się do mnie. Z ...pretensjami. Otóż na początku mojej estradowej drogi, jeszcze we Wrocławiu pisałem z Andrzejem Kuryłą. Potem przeniosłem się do Warszawy do grupy Quorum, wreszcie założyliśmy Homo Homini, kontakty z Andrzejem znacznie się rozluźniły, a mnie wygodniej było pracować ze stołecznymi autorami, do których miałem po prostu bliżej. Aż tu spotykam Kuryłę, on się lekko boczy. Zrobiło mi się głupio.

To prawda, mówi Andrzej Kuryło, w połowie lat sześćdziesiątych, do piwnicy w klubie Pałacyk, na spotkanie poetyckie wpadł młodociany muzyk. Ja byłem świeżo po nagrodzie Złotej Róży więc zaproponował mi współpracę i tak naprawdę pierwszy tekst w życiu napisałem do muzyki Alka. Potem pisaliśmy razem dla Natolatków, później jeszcze coś, wreszcie Alek wyjechał z Wrocławia. Czy się dąsałem? Nie sądzę, może to raczej Alek miał jakieś wyrzuty sumienia? W każdym razie przysłał mi muzykę do piosenki, którą szykował na Opole. Muzyka była niesztampowa, więc i ja postanowiłem napisać coś niesztampowego. Jak Alek wygląda wszyscy wiemy, ba i on śmieje się z tego, nazywając się na przykład „białym Murzynem”. Ten brak kompleksów pozwolił mi wymyślić tekst, który pozwoliłby „ograć” dość niezwykłą fizjonomię artysty. Jakby, tak jeszcze odpowiednio ją podświetlić, byłby efekt niesamowitości, pomyślałem. Tak powstałą piosenka zatytułowana „W tym domu straszy”. Dość surrealistyczna opowiastka o facecie, który pod koniec piosenki wyznaje, że „w tym domu mieszka już od dwustu lat”. Na dodatek wplotłem tam ulubione powiedzonko mojego kolegi, który żegnając się miał zwyczaj mówić „uważaj na siebie”.

Nowacki zaryzykował, ale opłaciło się. Jury festiwalu opolskiego nie przyznało co prawda pierwszej nagrody za piosenkę, ale za to na drugim miejscu ex equo znalazła się „W tym domu straszy”. Jak głosi legenda miał się za nią ująć sam Stanisław Dygat (w tamtych czasach nikomu do głowy nie przychodziło, że piosenki może wybierać publiczność, w trosce o wysoki poziom artystyczny do jury zapraszano nawet wybitnych literatów), który miał zagrozić, że jeśli utwór nie dostanie nagrody, on zgłasza wotum separatum. I w ogóle opuszcza obrady.

Jak bardzo miał rację okazało się wkrótce na festiwalu, na którym Dygata nie było. Homo Homini, zostali bowiem zaproszeni do konkursu w Lipsku, i mimo, że nie śpiewali po niemiecku, co uniemożliwiło przecież odczytanie żartu zawartego w tekście, wzięli nagrodę. Tak samo jak na następnym konkursie, Krajów Nadbałtyckich.

To ja wprowadziłem stylowe reggae do polskiej muzyki, z sentymentem wspomina Aleksander Nowacki. Dopiero jakiś czas po mnie przyszli DAAB, Izrael, Gedeon Jerubbaal, ale to już zupełnie inna historia[2].

Bibliografia

1. Wolański, Ryszard.

2. Halber, Adam.
W tym domu straszy, „Angora” nr 14/2010, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2010.

3. http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 14/2010.