Wesoły pociąg

Zgłoszenie do artykułu: Wesoły pociąg

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE i ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 (Dz. U. poz. 1000), w celu wymiany informacji z zakresu polskiej pieśni i piosenki. Wymiana informacji będzie się odbywać zarówno za pośrednictwem niniejszego formularza jak i bezpośrednio, w dalszym toku spraw, redaktora bazy danych, prowadzącego korespondencję z właściwego dla niego adresu mailowego.
Administratorem danych jest Ośrodek Kultury „Biblioteka Polskiej Piosenki” z siedzibą w Krakowie przy ulicy Krakusa 7. Wszelkie dokładne informacje o tym jak zbieramy i chronimy Twoje dane uzyskasz od naszego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (iodo@bibliotekapiosenki.pl).
Wszystkim osobom, których dane są przetwarzane, przysługuje prawo do ochrony danych ich dotyczących, do kontroli przetwarzania tych danych oraz do ich uaktualniania, usunięcia jak również do uzyskiwania wszystkich informacji o przysługujących im prawach.

Tytuł:

Wesoły pociąg

Autor słów:

Winkler, Kazimierz

Autor muzyki:

Sart, Marek

Data powstania:

1953

Informacje

Kiedy już Instytut Pamięci Narodowej upora się z polityczno-historycznymi śledztwami, będzie musiał, jak sądzę, zająć się zbrodniami zniewalania umysłów za pomocą rozrywki. Jeśli tak, dotrze w pierwszej kolejności, do tej piosenki. Żeby prokuratorom z IPN ułatwić zadanie, przeprowadziłem prywatne dochodzenie, którego wstępne wyniki poniżej.

Było to w czasach, kiedy Nowa Władza podlizywała się Narodowi za pomocą tak zwanego socjalu. A to dowoziła ziemniaki na zimę, a to jabłka, a to organizowała wczasy pracownicze. Z tym ostatnim był kłopot. Naród na wczasy jeździć nie chciał. Albo też nie miał takiego nawyku. Na urlop raczej udawano się do rodziny na wsi pomóc w żniwach, albo samemu się jakąś działeczkę obrabiało, a tu czekały zakładowe ośrodki wypoczynkowe, albo nawet pensjonaty specjalnie powołanego Funduszu Wczasów Pracowniczych. Tak, na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku ludzi wysyłano na wczasy z łapanki.

No więc Najwyższe Organa postanowiły wczasową ideę rozpropagować „sposobem”.

Zeznaje jeden z (przyszłych?) współoskarżonych Winkler, Kazimierz: to nie prawda, że pisałem ten tekst na zamówienie. To znaczy może i wpłynęło zamówienie, na lekką wakacyjną piosenkę, ale nie było mowy o agitce. Byliśmy młodzi, cieszyliśmy się życiem, to pisało się takie teksty.

Niestety już przy pobieżnym wysłuchaniu piosenki, kują uszy takie sformułowania, jak „staraj się o wczasy”, czy zupełnie brzmiące fałszywą nutą agitacji „wczasy nam pomogą ojczysty kraj zobaczyć”. I na nic się nie zda kamuflaż, że w istocie chodzi o to by „ta piosenka jak przyjaciel pojechała z nami”. Słuchacze odkryli właściwe przesłanie. Nic więc dziwnego, że „ulica” sparafrazowała tekst piosenki i zamiast „wrócisz opalony i pełen sił do pracy”, śpiewała „wrócisz opalony z pieniędzy ogolony”.

A tak poważnie. Gdyby nie spełnienie tego zamówienia, nie ujrzałaby światła dziennego autentycznie jazzowa piosenka, która dokonała rewolucji w myśleniu ówczesnych redaktorów programów radiowych i Władców Kultury Masowej.

Przypomnijmy. Obowiązkowym nurtem był w tamtym czasie socrealizm. Toporno-upiorna sztuka opierająca się na monumentalnych dziełach, albo sięgająca do korzeni z których wyrosła klasa robotniczo-chłopska. Oberki tak, swing nie!

A tu taki numer. Władysław Szpilman, zawiadujący wtedy radiową rozrywką miał zastępczynię, niejaką panią Bekierową. Dama ta, wykształcona w konserwatoriach Paryża i Wiednia, była kimś w rodzaju komisarza politycznego, dbającego o – jak by to powiedzieć – ideologiczną czystość muzyki. Właśnie o owe „Oberki tak, swing nie”. Nic więc dziwnego, że już pierwsze spotkanie z piosenką przyniesioną jej przez dwóch bardzo wtedy popularnych twórców wzbudziło w niej głęboką niechęć, którą wyraziła stanowczym „Nie!”.

Miałem za sobą okres działalności w łódzkim klubie YMCA, zeznaje drugi z winnych, kompozytor Marek Sart. Graliśmy jazz, słuchaliśmy Ellingtona, Glenna Millera, to była dla nas muzyka. Wiedziałem jak powinna brzmieć orkiestra, jakie podziały rytmiczne, jak napisać jazzowy, no niech będzie jazzujący, kawałek. Pewnie, że buntowałem się przeciw obowiązującemu socrealizmowi. Napisałem z Kaziem taki numer i zaniosłem do radia, pełen wiary, że może uda się coś zmienić. Niestety odbiłem się od Bekierowej.

Do dziś nie wiadomo, czy Ktoś Ważny podjął decyzję, że nadrzędne jest propagandowe przesłanie tekstu, czy Ktoś Rozsądny stwierdził, że będzie on bardziej nośny w atrakcyjnej oprawie. W każdym razie:

Skontaktował się ze mną, opowiada Marek Sart, dyrektor orkiestry radiowej Jan Cajmer i powiada „słyszałem, że napisał pan jazzowy kawałek, niechże go pan zaaranżuje”. Ja na to, że Bekierowa, a on „co się pan przejmuje, jak kawałek dobry, przejdzie”. Usiedliśmy z Edwardem Czernym, zaszaleliśmy według najlepszych wzorów Glenna Millera i zrobił się przebój. Śpiewali to wszyscy. Jerzy Michotek, Chór Czejanda, Marta Mirska, tysiące gastronomicznych zespołów. Przez rok zarobiłem z tantiem tyle, że wystarczyłoby na kupno samochodu.

Tak to w 1953 r. ideologia (wbrew sobie) wprowadziła polski jazz do legalnego obiegu. A „Wesoły Pociąg” do dziś zachwyca melodią i mistrzowską, big bandową aranżacją. Potęga[3], [4]!

Bibliografia

1. 

Wolański, Ryszard.

2. 

To idzie młodość: śpiewnik jednogłosowy, s. 158–160.

3. 

Halber, Adam.
Wesoły Pociąg, „Angora” nr 26/2010, Wydawnictwo Westa-Druk, Łódź 2010.

4. 

http://www.angora.pl.
Artykuł pochodzi z nr 26/2010 [odczyt: 17.01.2011].